Indywidualne sesje coachingowe Coaching

Konsultacje i kursy Twoja Marka Online

Rozwój osobisty, organizacja Kursy online

20 W kategorii  Rozwój Osobisty

Jak działać niezależnie od weny? Czyli trzy czynniki motywujące!

Motywacja.

Słowo używane w przeróżnych możliwych konfiguracjach i odmieniane przez wszystkie przypadki.

Stworzyliśmy z motywacji istny Święty Graal produktywności, efektywności i sukcesu. Idealna kraina to taka, w której motywacji mamy pod dostatkiem każdego dnia, a wówczas realizują się wszystkie nasze plany jak za dotknięcie czarodziejskiej różdżki.

Pułapką takiego nastawienia i podejścia do motywacji jest sytuacja, w której nie działamy, bo brakuje nam weny, chęci i motywacji właśnie.

Rozczarowujące jest to, że owa „wena” czy szalony przypływ motywacji pojawiają się rzadko i jeśli oprzemy swoją przyszłość o nie to mocno się rozczarujemy!

 

Dziś więc opowiem o motywacji w zupełnie inny sposób. Polecę Ci trzy czynniki motywujące, które zmienią Twoje nastawienie do codzienności i do realizowania swoich zadań.

Nie będą to elementy chwilowo pobudzające do walki. Raczej pomocnicy rzetelnie wspierający nasze codzienne działania.

Bo w większości przypadków tyle wystarczy – sumienność, rzetelność i ciężka praca.

 

 

Usuń „muszę”

 

Ile rzeczy w ciągu dnia „musicie”?

Zakładam, że całe mnóstwo.

Jak pewnie możecie się już domyślać, nie wpływa to pozytywnie na nasze chęci do działania.

Nieustannie mówiąc, że coś „musimy” obudzamy sami w sobie bunt przeciwko konkretnemu zadaniu.

=> No bo, jak to „muszę” – ja nic nie „muszę” i jak nie chcę, to nie będę tego robić!

I tym sposobem, sami sobie robiąc na złość oddalamy się od zrealizowania własnego planu na siebie.

 

Czym więc zastąpić „muszę”?

Zamienników jest sporo więc z tym problemu nie będzie. To, nad czym konieczna będzie praca to przestawienie się na komunikację ze sobą i z innymi właśnie tymi zamiennikami!

Zamiast „musieć” możesz:

  • zamierzać zrobić x
  • planować wykonać y
  • powiedzieć „będę dziś wieczorem robić x”
  • powiedzieć „dziś wieczorem robię y”

 

Usuwamy kompletnie wymóg „muszenia” czegokolwiek i koncentrujemy się na działaniu, zadaniu do wykonania i realizowaniu go.

 

Gdy sama przestałam „musieć” życie stało się o wiele łatwiejsze i przyjemniejsze. Czyli takie, jakie przecież chciałam je dla siebie ułożyć.

Nie po to przecież decydujemy się na działanie na własną rękę rezygnując z innych, być może bezpieczniejszych, rozwiązań by później zabierać sobie satysfakcję nieustannym „muszeniem”!

Wyjdź z takiego samego założenia, niezależnie od tego, czy pracujesz dla siebie czy dla kogoś, zawsze masz swoje cele i oczekiwania – to, co robisz wykonując nawet mało pasjonujące zadania przybliża Cię do zrealizowania tych planów!

 

Plan 5 letni

 

Ćwiczenie, które niesamowicie uwielbiam w pracy indywidualnej z moimi Klientkami.

Nie jest łatwe, bo często wyzwala bardzo silne emocje jednak przecież właśnie o to chodzi w pracą nad sobą – o emocje, dzięki którym możemy wyciągnąć na światło dzienne swoje wizje życia i sprawić, że staną się one rzeczywistością!

 

Na czym polega tworzenie planu 5 letniego? 

Tworzymy wizję przyszłego życia w dwóch odsłonach – w uproszeniu pisząc tworzymy, dobre i złe zakończenie.

 

Dowolny jest okres czasu, na jaki będziesz tworzyć swoją wizję – to może być 5 lat, ale równie dobrze 10 lat, czy też najbliższe 6 miesięcy.

Czas jest tutaj zależny od tego, jak długoterminowe są Twoje plany i rezultaty, jakich oczekujesz.

 

Tworząc plan 5 letni (lub 1 roczny, 10 letni, 6 miesięczny – Ty wybierasz) skupiasz się na wyobrażeniu sobie, jak zmieni się Twoje życie w momencie gdy zrealizujesz swoje plany osiągniesz wyznaczone cele oraz tego, jak będzie ono wyglądać gdy nie podejmiesz działań po to, aby osiągnąć to, co sobie założyłaś.

Motywujesz się więc zarówno potencjalnie dobrym, jak i potencjalnie złym obrotem spraw!

 

Pomocne pytania: 
Jak zmieni się Twoja codzienność gdy zrealizujesz plany, wykonasz zadania i osiągniesz cel, który sobie założyłaś?
Jak będziesz się wówczas czuła, co zmieni się w Twojej codzienności, co zyskasz i co zyska na tych zmianach Twoje najbliższe otoczenie?

Jak zmieni się ta codzienność gdy nie zrobimy nic aby zrealizować nasze zamierzenia?
Nie zdecydujemy się na działanie, nie zaczniemy skreślać systematycznie zadań z namiętnie tworzonych list to-do. Jak będzie wyglądać wówczas nasze życie i z czego będziemy musiały zrezygnować, czego nie doświadczymy my lub nasza rodzina?

 

Potęga pozytywnych oczekiwań

 

Potęga pozytywnych oczekiwań zakłada, że nastawiamy się wyłącznie na dobre rezultaty.
Może brzmieć to, jak szaleństwo jednak ma ta metoda sens gdy jesteśmy już po przygotowaniu naszego planu działania i w trakcie tych przygotowań uwzględniliśmy ewentualne problemy i przygotowaliśmy się na nie.

W momencie więc gdy już masz przystąpić do działania to nie jest pora na szukanie sobie problemów i wymówek byle tylko odwlec rozpoczęcie wykonywania zadania – to czas na działanie z wielką wiarą w swoje możliwości i swój plan działania! 

Zmień więc swoje codzienne myślenie i zamiast zastanawiać się, co się wydarzy gdy Ci się nie uda lub co pomyślą sobie (złego oczywiście) inni ludzie na temat Twoich działań, skoncentruj się na działaniu samym w sobie.

Umów się ze sobą, że jedyne, czego brakuje Ci do zrealizowania zadania, osiągnięcia Twojego celu to Twoje faktycznie zabranie się za pracę. Realizowanie codziennie, sumiennie, krok po kroku zadań, które przed sobą postawiłaś.

 

 

 

Który z polecanych przeze mnie elementów wykorzystacie w pierwszej kolejności? :) 

Dajcie też znać, co Was najbardziej motywuje do działania! 

 

 

Możesz także polubić

  • U mnie usunięcie „muszę” sprawdza się niemal w każdej dziedzinie życia :-)

  • Jak zwykle nieoceniona pomoc w motywacji! ;* Supeeeer!

  • Na szczęście dawno już wyrzuciłam „muszę” :) Ja nic nie muszę i żyje się z tym zdecydowanie lepiej :)

    • Świetnie, cieszę się że możesz korzystać teraz z zalet takiego nastawienia! :)

  • Aleksandra

    Zauważyłam taką rzecz – im częściej powiem „muszę” tym szybciej zapominam o tym co miałam zrobić, Rano brałam prysznic – po raz 10 jak nie 100 mówię sobie : muszę w końcu zamontować nową słuchawkę i uchwyt (słuchawka się rozszczelniła i pryska, dodatkowo za słabo trzyma się na uchwycie zjeżdżając w dół podczas kąpieli). Tym razem zapisałam sprawę na listę to do i wykonam, ale gdzie te 10/100 wcześniejszych razów? Wychodziłam spod prysznica i sprawa umierała. A niby taki duży ten prysznic :D Nawet takie mniejsze rzeczy : przyszyć guzik do koszulki córki, wyczyścić jej buty czy kurtkę syna. Rano przy wyjściu było : muszę kurtkę T, wyczyścić a wieczorem nici z tego. Jak zapisałam, bez słowa muszę w notesie, to robiłam.

    • Hehe, dzięki za podzielenie się przykładami z zycia! :) Bardzo dobre obrazują one, jak niewiele dzieje się w efekcie końcowym ze wszystkim tym, co „musimy”!
      To od teraz samo zapisywanie i działanie bez „muszę”! ;)

  • Ja cały czas jestem na etapie wyeliminowania słówka „muszę” ze swojego życia. Wiele razy już czytałam tę zasadę ale jakoś ciężko wprowadzić ją w życie :D Zwłaszcza, że faktycznie, jak coś „chcemy” a nie „musimy” to od razu mamy większą motywacje i chęci do pracy.

  • Bardzo dobry pomysł, jeśli chodzi o te słowo „muszę”, myślę że o wiele trudniej wykonać te ćwiczenie i rzeczywiście wywalić te słówko, ale jestem pewna że wolałabym coś zrobić zgodnie z planem a nie dlatego, że muszę…

    • Zmienia sposób patrzenia na obowiązki taka niewielka korekta – wiem, że cieżko ją wprowadzić jednak ogromnie warto! ;)

  • Ewa

    Ewelino, bardzo podoba mi się idea planu 5 letniego. Z pewnością ją zastosuję. Myślę, że raczej w formie planu rocznego. Wolę krótsze terminy i … szybszą gratyfikację :).

    Co do „muszę” jest bardziej atrakcyjne dla mózgu od „zamierzam zrobić”, bo krótsze.
    Próbowałam wielokrotnie zamieniać swoje odwieczne „muszę”, bo to mój największy hamulec. Nie jest łatwo…
    Zamierzam, planuję – nie są dla mnie atrakcyjne, bo nie mają w sobie emocji.
    Metodą prób doszłam do wniosku, że tylko „chcę” będzie najlepszym zastępnikiem „muszę”. Gdy połączę swoje „chcę” z odczuciem przyjemności z pracy, którą „chcę” wykonać, widzę ją z innej perspektywy, niż wtedy, gdy zmuszałam się (muszę) do wykonania pracy.

    Jestem w fazie długoterminowych testów :).

    • Cokolwiek się u Ciebie sprawdza warto jest stosować – każda metoda jest najlepsza gdy dostosujemy ją konkretnie pod siebie :)
      Zamiast „muszę” można też zamiennie mowić „będę robić x” i przeplatać je ze „chcę” – forma „chcę” ma w sobie niepokojąco dużo zamierzania w zrobieniu czegoś bez sprawczości.
      To juz jednak takie szczegóły drobne ;)

  • Doti Melodia

    Ja zdecydowanie korzystam z modyfikowanej formy „muszę”. Pewne rzeczy faktycznie muszę, szczególnie te do pracy, ale jest wiele takich, gdzie termin mnie nie goni i mogę :)
    Czyli jak będę miała czas, chęci i ochotę to zrobię :)

    • To „muszę” można tez usunąć przy rzeczach z terminami i do pracy – no bo robisz je ponieważ chcesz zarabiać, otrzymać pensje, utrzymywać siebie/rodzinę, prawda? Suma sumarum więc chcesz je zrobić ;)
      To takie trochę pogmatwane, ale gdy się rozłoży na czynniki pierwsze okazuje się, że z każdego zadania można usunąć „muszę” ;)

  • Bez „muszę” jest zdecydowanie lepiej. Od samej myśli więcej mi się chce. Na pewno jeszcze staram się myśleć pozytywnie. Swoje oczekiwania staram się sobie wyobrazić.

    • Prawda? Od razu lepiej! :) Trzymam kciuki za pozytywne nastawienie – to również wprowadza wielką różnicę!

  • Chetnie skorzystam z propozycji planu 5-letniego (choc u mnie będą to chyba 3-4 lata). Niby mam gdzies w głowie pozytywne i negatywne scenariusze, ale przyda się to trochę uporządkować i usiąść nad tym na spokojnie.
    Dziękuję za ciekawe inspiracje i pozdrawiam ciepło!