0 W kategorii  Parenting | Rozwojowa Mama

Co jest złego w misiach w książkach i czym warto się kierować przy wyborze tytułów dla rocznego dziecka?

Przyznam Wam coś całkiem szczerze. Stresowałam się tym, czy Emilka będzie zainteresowana spędzaniem czasu na czytaniu lub oglądaniu książek. Może głupio to brzmi, ale sama wiem, jak wiele zawdzięczam czytaniu, jak wiele można dzięki niemu dowiedzieć się o świecie, innych ludziach, sobie samym i dać się ponieść wyobraźni. Nie chciałam, by to wszystko ominęło moją córkę przez to, że będę jej dostarczać za mało lub, z drugiej strony, za dużo książek. Takie wiecie, rozterki świeżej w tej branży mamy ;)

Dziś, gdy Emilia ma 15 miesięcy mogę śmiało powiedzieć, że momentami jesteśmy z Mateuszem jej zamiłowaniem do książek przytłoczeni. Czasem dosłownie, bo potrafi przynosić nam do przeczytania absolutnie wszystkie książki, jakie ma dostępne na swoich półkach i dorzucić do tego takie perełki, jak moje Kodeksy lub Orzecznictwo dotyczące prawa autorskiego. Odnoszę wrażenie, że pasjonuje ją w książkach wszystko – od okładek, różnych wielkości, objętości, ciężaru aż po wnętrze i to niezależnie od tego, czy takie z ilustracjami czy ze spisanymi rząd po rzędzie zdaniami.

W dzisiejszym materiale przedstawiam Wam najlepsze książki dla rocznego dziecka. Wyboru dokonałam poprzez moją ocenę konkretnych tytułów i oczywiście poprzez wrażenia Emilki, a pisząc „wrażenia” mam na myśli częstotliwość wybierania konkretnej książki, oglądania jej raz za razem i coraz dłuższych chwil skupienia, jakie przy niej przychodziły.

 

 

Do pierwszego roku życia Emilka również codziennie była otoczona książkami. Na początku były to książeczki kontrastowe, zarówno kartonikowe, jak i materiałowe, i bardzo polecam wprowadzić je do codzienności niemowlaka.


Nam ułatwiły ćwiczenia w ramach rehabilitacji, a ich wspólne przeglądanie, moje opowiadanie, pokazywanie, bardzo przyczyniło się do budowania naszej relacji. Bo wiecie, dziecko to osobny człowiek i warto nastawić się na jego poznanie i przedstawienie mu siebie, bez zakładania, że to oczywiste, że się „dogadacie”.

 

Jest kilka głównych elementów, jakimi kieruję się wybierając obecnie książki dla Emilki. I o ile jest na rynku dostępnych wiele pięknych historii, z których zresztą niektóre też mamy w domu, to jeśli w rolach głównych mają chociażby misie to dla mnie znak, że taka książka musi poczekać na swoją kolej. Dlaczego i co jest złego w misiach dowiedziecie poniżej!

A! I jeszcze ważna kwestia. Wybrałam książki, które przetrwają zderzenie z podjadającym je jeszcze od czasu do czasu maluchem. Mamy kilka super tytułów, z papierem o stopniu grubości cienkim lub średnim,  spełniających niżej opisane punkty, ale ani ich sami nie używamy, ani ich Wam dla dziecka do drugiego roku życia nie polecę, bo zwyczajnie tych spotkań jeszcze nie przetrwają ;)

 

Wydarzenia z życia codziennego

Oczywiście nie ma nic złego w  misiach jako takich, książki z nimi lub innymi zwierzakami mającymi nadane ludzkie cechy są bardzo urocze i mnie samej ogromnie się podobają. Często niosą ze sobą piękne przesłania.

Jest z nimi tylko jeden „problem”. Pokazują dziecku wydarzenia, które nie mają faktycznie miejsca w rzeczywistym świecie. Gdy dołożymy do tego sytuację, w której dziecko ogląda prawdziwe zdjęcia niedźwiedzia (misia), zająca czy innego zwierzęcia, to otrzymując za chwilę historyjkę z tymi samymi zwierzakami, w której niedźwiedź jest potulnym misiem, bardzo mieszamy dziecku w głowie. Ten mały człowiek nie jest w stanie zrozumieć, że to są „tylko” opowiadania, że to „tylko” na niby. Jest to zbyt abstrakcyjny poziom myślenia, jak na dziecko roczne, dwuletnie czy nawet i trzyletnie!

Moje podejście do tematu nie jest tylko samą teoretyczną gadaniną. Emilia poznała kilka historii „nieprawdziwych” i zaskakujące było dla mnie, jak szybko ją one nudziły. Pierwsze zapoznanie wydawało się być super jednak po którymś z kolei razie taka książka przestała ją wciągać. I to była dla mnie zasmucająca zagadka. Bo historyjka niby ciekawa, a jednak nie na tyle, by do niej wracać.

Gdy skupiliśmy się tylko na książkach opowiadających historie z otoczenia znanemu dziecku lub takiego, w którym może coś znajomego odnaleźć, poziom zainteresowania zdecydowanie się zwiększył! Emilia wraca do książek, w których widzi to, co poznaje w świecie rzeczywistym, co ją otocza w domu czy na spacerach.

Wcale nie musicie się ze mną zgadzać i jak najbardziej zrozumiem tych z Was, którzy uznają, że to przesada. Takie zasady wprowadziłam u nas i takich się trzymam. Takie rozwiązanie jest też dla samej głównej zainteresowanej najciekawsze.

Przez najbliższe kilka lat, dopóki Emilka nie wejdzie w wiek, w którym będzie potrafiła zrozumieć, że coś jest tylko historyjką, a nie relacją z prawdziwych wydarzeń, zwierzaki kupujące marchewki lub urządzające przyjęcie zostają odłożone na wyższą półkę.

Podobnie sprawa ma się z wszelkimi bajkami, w tym z moim ukochanym Kubusiem Puchatkiem. Czekają na swoją kolej.

Jest kilka świetnych pozycji na rynku, które pokazują faktyczne wydarzenia i świat znany dziecku. Można przeglądając te historie odwoływać się do tego, co dziecko zna we własnym domu, na spacerach czy w czasie odwiedzin w przeróżnych miejscach. Obecnie mamy etap, w którym Emilia sama wyszukuje w domu niektórych rzeczy, które zobaczy na kartach książki. To świetny sposób na zachęcenie dziecka do pokazywania przedmiotów, rozumienia jak który z nich się nazywa i zainteresowania tym, jak one działają i do czego służą.

 

Seria Obrazki dla malucha, wyd. Olesiejuk

Mamy tylko jedną książkę z tej serii, ale już mam wybrane kolejne, bo stała się jedną z ulubionych.

Na dodatkowy plus, dzieci w niej przedstawione są bardzo samodzielne, mają też zabawki, które ma i Emilia w pokoju (sortery kształtów, regał niski na pomoce) więc tym chętniej córka je przegląda.

 


 

Pucio uczy się mówić, Pucio mówi pierwsze słowa 

Seria, która stała się już kultowa i doczekała trzech części. My mamy dwie pierwsze i czytamy je na zmianę. Ilustracje są proste, ale bardo przyjemne dla oka, odnoszą się do prostych codziennych wydarzeń z uwzględnieniem nawet tego, że gdy zupa robi „Bul Bul” to nie można do niej wyciągać ręki. Takie dodatkowe elementy to przydatny walor edukacyjny.

 


 

Prawdziwe zdjęcia, realistyczne ilustracje

Nic nie będzie tak dobrze wspierać procesu poznawania świata, jak możliwiej jak najbardziej realistyczne ilustracje, lub najlepiej zdjęcia, pokazujące konkretne wydarzenia.

Można to robić poprzez książki z prawdziwymi zdjęciami, plakaty czy karty na których znajdują się owoce, zwierzaki czy warzywa.

Mam przekonanie, że takie zapoznawanie Emilki z prawdziwymi zdjęciami, ilustracjami oddającymi to, jak faktycznie wygląda świat, będzie dla niej sporym ułatwieniem w przyszłości.

Wiernie oddające rzeczywistość ilustracje znajdziecie w książkach, które wymieniłam już powyżej, czyli seria Obrazki dla malucha oraz seria Pucio, a także w publikacjach wspomnianych niżej.

100 pierwszych słówek, wyd. Kapitan Nauka to seria trzech książeczek z ilustracjami, które mnie absolutnie urzekły i w przystępny sposób przedstawionymi nazwami pojazdów, zwierząt czy przedmiotów w domu.

 

Emilia obecnie najchętniej ogląda Dom i ogród

Dodatkowo warto zwrócić uwagę na małe książeczki m.in. wydawnictwa Wilga oraz z tematycznie zebranymi w jednej książce zdjęciami np. Warzywa, Zwierzęta na wsi, Dzień Malucha,a także Zwierzęta. Mój słowniczek memo., do której dodatkowo dołączone są podwójne karty ze zdjęciami zwierząt.

 

Dźwięki, onomatopeje, rymowanki

Ile jest frajdy zawsze gdy czytamy wierszyki, rymowanki, dźwięki! Oczywiście, im więcej zaangażowania rodzica w odzwierciedlenie czytanego tekstu, tym większa zabawa.

Takie rymowane czytanki to super sposób na rozweselenie dziecka, budowanie więzi poprzez wspólny śmiech, a nawet i odciągnięcie uwagi od tego wrednego ząbkowania.

Przeszliśmy przez okres gdy „Lokomotywę” Tuwima czytałam jakieś 48 razy dziennie, a właściwie to juz nie czytałam, tylko recytowałam i czułam się jakbym znowu była w przedszkolu.

Obecnie gdy Emilia przeszła w tryb ekspresowego czytania i przewraca strony tak szybko, że cieżko cokolwiek przeczytać, super sprawdza się u nas seria „Co wokoło” wyd. Zakamarki, w której znajdziecie Bardzo wielki nos, Mały mały smyk, Sweter włóż i już, Auto robi brum brum.

 


Co prawda znajdziecie w niej muchy jadące w samochodzie ;), ale umówmy się – wiersze dla dzieci też zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością nie mają, a przynoszą maluchom korzyści dzięki takim łamiącym język dźwiękom.

 

To oswaja dziecko z mową, pokazuje jak można rozbawić siebie i kogoś różnymi zlepianiu słów. A przecież właśnie o zachęcanie do mówienia w nienachalnej formie chodzi w tym okresie życia dziecka.

 

Warto też zaopatrzyć się w Karty obrazkowe, Dźwięki. Jest to wersja ze zdjęciami więc ma dodatkowy plus!

 

 

Nauka pierwszych słów, wyszukiwanie

Po skończeniu przez dziecko roku możemy już zdecydowanie rozpoczynać intensywniejsze pokazywanie pierwszych słów, nazywanie przedmiotów wskazując je palcem i zachęcając do tego samego dziecko.

My zaczęliśmy nawet wcześniej jednak widzę, że faktyczne korzyści z takich książek Emilka czerpie od mniej więcej 2 miesięcy (obecnie ma 15,5 miesiąca).

Świetną opcją na zabawę jest również odnajdywanie tych samych przedmiotów na dwóch rożnych stronach książki. U nas rozpoczęło się to od nieustannego wyszukiwania kotków we wszystkich książkach, co sprawiło że zaczęliśmy oswajać się w myślą, że chyba będzie nam dane sprawić Emilce kotka a nie pieska, to już jednak zupełnie inna historia ;)

Obecnie poszukiwania podobnych lub tych samych przedmiotów rozszerzyły  się i widzę, jak cieszy córkę gdy uda jej się odnaleźć ten sam przedmiot/osobę/zwierzę na różnych stronach!

W tą kategorie wpisze się większość książek, jakie poleciłam. W najłatwiejszy sposób można przedstawić słowa w serii Pucia oraz 100 pierwszych słówek – Dom i ogród, Zwierzęta, Pojazdy, bo są to tez i konkretnie pod słowa stworzone książki. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by pokazywać przedmioty dziecku i nazywać je, nawet jeśli nie są osobno podpisane w konkretnej książce.

Bardzo przyjemna jest również książka Pierwsze słowa z wyd. Wilga, w której mamy cały przekrój słów od kolorów, liczby, przez produkty do jedzenia, ubrania aż do pór roku.

 

Dodatkowo każde słowo jest zapisane po polsku i angielsku. Świetna opcja dla dzieci dwujęzycznych, z rodzicami rożnych narodowości czy mieszkających poza Polską, ale też i dla pierwszego zetknięcia się z językiem angielskim dla każdego malucha!

 


 

Możecie również wesprzeć małymi książeczkami ze zdjęciami, o których pisałam, jednak obecnie Emilkę na dłużej wciągają strony z ilustracjami konkretnej sytuacji niż pojedynczego przedmiotu. Warto sprawdzić, co będzie wolało Twoje dziecko.

 

 

Wspólne czytanie z Emilią jest dla mnie jednym z przyjemniejszych momentów w ciągu dnia. Sama chętnie poznaję świat w nich przedstawiony, czytam opisy, tworzę historie i bawię się rymowankami.

To jest też dla mnie metoda na takie spędzanie czasu z dzieckiem, które obu stronom przynosić frajdę. Bo co jak co, ale zmuszania się do zabawy z dzieckiem nie uznaję – dzieciaki to wszystko widzą i co to wówczas za zabawa?!

Podrzućcie tytuły, jakie Wy obecnie czytacie – albo dzieciom, albo sobie! :)

 

Możesz także polubić