6 W kategorii  Rozwój Osobisty

To nieprawda, że możesz wszystko.

Nie wierzę w to, że „niemożliwe nie istnieje”, a „co nas nie zabije, to wzmocni”.

Myślę, że tak mogą mówić tylko osoby, których los nigdy nie postawił przed takimi „psikusami”, z których nie tylko trudno się podnieść, ale które okazują się nie być tylko jednym wydarzeniem, a całym ciągiem trudnych życiowych sytuacji.
Wychodzimy z nich wówczas może i bogatsi w doświadczenia, ale jednocześnie tak poturbowani, że nie jestem pewna, czy aby na pewno silniejsi.

 

 

Uważam też, że nie ma nic złego w tym, by nie mieć aż tak złych doświadczeń w życiu. To przecież dobrze jeśli życie nie rzuca Ci raz po raz piaskiem w oczy. Jednak to nie znaczy, że życie każdego tak właśnie, z lekkimi jedynie zawirowaniami, wygląda.

To, z czym się nie zgadzam to głoszenie, że niezależnie od wszystkiego, Twoje życie jest w Twoich rękach i możesz z nim zrobić cokolwiek tylko zechcesz.
Czy aby na pewno cokolwiek?

Mea culpa

Tego typu poglądy, szerzone coraz chętniej, tworzą w moim przekonaniu więcej szkód, blokad i wyrzutów sumienia, niż przynoszą korzyści.
Bo skoro uwierzymy w to, że możemy absolutnie wszystko, to gdy nam się to nie uda to oznacza, że jesteśmy do niczego.
A przecież „wystarczyło” żebyśmy się postarali, mocniej zaangażowali, intensywniej pracowali nad swoim celem.
To wszystko bujda na resorach. Nieprawda. Kłamstwo. I wręcz oszustwo, na którym budowane jest wiele karier osób takie rewelacje głoszących.

 

To, co warto

Co więc możesz i jak się mają moje powyższe opinie do faktu, że jako coach powinnam wierzyć, że człowiek ma wszystko, czego potrzebuje by osiągnąć swoje cele?
Oczywiście, że w to wierzę. A nawet nie tyle wierzę, bo słowo „wiara” zawsze nadaje trochę abstrakcji wypowiedzi – ja to wiem, jestem o tym wręcz przekonana!

Masz wszystko czego potrzebujesz, by osiągnąć to, czego pragniesz. Możesz jeszcze nie potrafić wydobyć z siebie tych umiejętności, może to nie być dla Ciebie najlepszy czas, możesz potrzebować dodatkowego wsparcia.

 

Wszystko albo nic

Niezależnie jednak od wszystkiego, kluczowym jest określenie, czego tak naprawdę chcesz. Czego i po co jest Ci to tak bardzo potrzebne?

Wpadamy w pułapkę dążenia za „wszystkim”, wierzymy że nie ma żadnych ograniczeń, a pózniej spotyka nas rozczarowanie.
Bo ograniczenia niestety są.

W moim kursie 7 Dni Do Celów nie obiecuję złotych gór i nie wmawiam, że wszystko jest możliwe.

Mówię zamiast tego wręcz o tym, że będziesz musiała zaakceptować pożegnanie niektórych swoich oczekiwań, pragnień i ról.

Mimo tego osoby, które mają ten kurs za sobą osiągają rezultaty, które wcześniej wydawały im się nierealne.
Da się więc? Da!

Może mniej spektakularnie, ale za to bez budzenia frustracji i tworzenia nowych rozczarowań do kolekcji.

 

Nie daj sobie wmówić, że możesz wszystko. Ogromnie wiele zależy od Ciebie, to stuprocentowa prawda.

Masz możliwość wykorzystać to, co posiadasz do stworzenia czegoś pięknego. A możesz też zaprzepaścić dane Ci okazje.

Nie daj się jednak wpuścić w maliny i pogoń za szalonymi wynikami.

 

 

Masz jedno życie.

Wykorzystaj je na to, by przeżyć je dobrze, wartościowo, by było ono warte wspominania i opowiadania o nim.

Nie zmarnuj go na ślepą pogoń za „wszystkim”.

Możesz także polubić

  • Niesamowite! Pięknie to napisałaś! :)

  • Izabela Piecuch

    sama prawda:)

  • Mam za sobą taki ciąg nieszczęśliwych zdarzeń, trwał kilka lat i praktycznie co miesiąc coś się działo. Kiedyś sobie nawet te wszystkie traumy spisałam w Wordzie, jedna za drugą – czarna seria. Śmierć za śmiercią, gwałt za gwałtem, trudne moralnie wybory, zdrady, przemoc… Działo się. Byłam w tym wszystkim zimna, twarda, wytrwała – do czasu.

    Przeżyłam. Jestem silniejsza – o tyle, że bardziej świadoma siebie, dumna, że przetrwałam, doceniająca bliskich i kolejny dzień. Ale jestem też słabsza. Po drodze miałam PTSD, musiałam przejść psychoterapię. Wielu rzeczy już nie mogę, a być może kiedyś były w moim zasięgu. Na przykład już nigdy nie podejmę się wysoko stresującej pracy. Nie umiałabym w niej wytrwać. Moje zdrowie bardzo na tym wszystkim ucierpiało.

    Poza tym… to wszystko razem naprawdę mogło zabić. Mogło mnie już nie być.

    Dlatego uważam, że lepiej w porę zwolnić, zadbać o siebie, nie pchać się w ogień „wszystkiego”. Mamy swoje granice – każdy gdzie indziej – i żeby się nie skrzywdzić, lepiej je poznać i działać wewnątrz nich.

    • Bardzo przykro mi czytać, że masz za sobą tak ciężkie ∂oświadczenia!

      Właśnie mam podobne odczucia z doświadczenia własnego i osób, z którymi pracuje czy po prostu osób z mojego otoczenia – trudne doświadczenia pozostawiają w nas ślady i nie jest prawdą, że stajemy się po nich tylko i wyłącznie coraz silniejszy. Choć chciałbym, żeby tak było.

      Ten, jak to nazwałaś „ogień wszystkiego” faktycznie nie jest potrzebny. Dzięki, że zechciałaś się tutaj podzielić swoimi przejściami i pozostawić tak cenne wskazówki!