20 W kategorii  Parenting/ Rozwój Osobisty

Na wszystko jest w życiu najlepszy czas

Gdy piszę do Ciebie te słowa, nasza rodzina szykuje się już do zakończenia dnia. Mąż usypia córkę, w całym mieszkaniu panuje z tego powodu półmrok. Sama zdążyłam już zmyć makijaż, przebrać się i zrobić sobie zimową herbatę. Chyba zbyt lekko ubrałam się na dzisiejszy spacer i to charakterystyczne drapanie w gardle daje mi o tym nieznośnie znać.

Jest 19:20.

Rok, dwa, trzy lata temu o tej porze w sobotę miałam zupełnie inne plany. Nie, nie szykowałam się na imprezę, bo nigdy nie byłam imprezowym typem. Jednak spotkanie na mieście, zaplanowany późny seans w kinie, wizyta znajomych, maraton serialowy czy chociażby gry zdecydowanie pojawiały się w moim, naszym, narzeczeńskim, a później małżeńskim repertuarze.

Teraz dłuższy wieczór pełen relaksu to taki, w czasie którego nie trzeba wstawiać, zbierać i wywieszać prania, rozładowywać i pakować zmywarki, i ścierać zaschniętego na krzesełku, stole, podłodze i kto wie gdzie jeszcze, białego sera, jabłka czy placka bananowego.

Czyli prawie nigdy ;)

 

 

 

I wiesz co? To jest TOTALNIE OK!

Nie mam w sobie przekonania o utracie, poświęceniu, żalu za „kiedyś”. Mimo że według wielu publikacji, artykułów i, odnoszę wrażenie coraz szerzej rozprzestrzeniającej się, modzie, powinnam.

Czasem jestem bardzo zmęczona. Ale tak naprawdę BARDZO zmęczona. Moja córka jest dzieckiem wymagającym, a do tego, jak każdy człowiek, ma czasem lepsze, a czasem gorsze dni. I w takie gorsze dni godzina 20:00 to dla mnie już absolutnie ostatnie chwile przydatności do działania ;) I właśnie w tym wszystkim, w tym najtrudniejszym z trudnych dni, w tym zmęczeniu, o jakim nie miałam pojęcia, że może istnieć, nadal uważam, że jest totalnie OK.

Nie będę się teraz wywnętrzać na temat tego, jakie macierzyństwo jest cudowne, budujące i każda z chwil jest jak najcudowniejsze obrazki w telewizji. Mimo że jest cudowne i budujące, choć nie wygląda jak w reklamach (i swoją drogą może właśnie dlatego?).

Przykład macierzyństwa to tylko jedna z wielu życiowych sytuacji, w których możemy czuć się przytłoczeni. Ilością zadań, poziomem trudności, koniecznością odłożenia siebie lub swoich konkretnych celów na dalszy plan. Łatwo jest się wtedy zbuntować, czuć ciągły wewnętrzny sprzeciw i czekać na lepsze „jutro” lub tęsknić za przeszłością.

 

 

A dopiero akceptacja miejsca, w którym jesteś w życiu i uświadomienie sobie, że właśnie w tym momencie jest dla Ciebie czas na bycie w konkretnym punkcie, przyniesie Ci poczucie spokoju. Bo jak możesz z zadowoleniem wchodzić w każdy kolejny dzień, realizować swoje plany, gdy tkwisz w przekonaniu, że to Twoje „teraz” to jakaś totalna pomyłka?!

Odpowiem Ci: Nie możesz. Oczywiście, jeśli przybierzesz maskę udowadniającą innym, że wszystko jest OK, to oni może i się nawet nabiorą. Ale co dalej z Tobą?

Nie zachęcam Cię do tkwienia w marazmie i nie robienia niczego ze swoim życiem, jeśli coś Ci w nim nie pasuje. Cały mój blog mówi o tym, jak dać się otworzyć na zmianę i jak ułożyć sobie lepszą codzienność. Jednak praca nad lepszą codziennością nie zaczyna się od szkoleń, spotkań, postów na blogu. Wbrew pozorom.

Ona ma swój początek w zaakceptowaniu i uświadomieniu sobie sytuacji, w jakiej teraz jesteś. Wtedy możesz albo czerpać z niej pełnymi garściami, tak jak u mnie wydarza się to teraz z macierzyństwem, albo z rozsądkiem i determinacją dążyć do polepszenia Twojego „teraz”.

 

Bo na każdą sytuację jest w życiu najlepszy czas. Każda ma w sobie potencjał bycia największym dramatem lub Twoim najważniejszym życiowym przełomem.

I tylko Ty decydujesz, co z tym dalej zrobisz.

 

 


Dziękuję, że poswieciłaś czas na przeczytanie tego wpisu. 

Mam nadzieję, że przyniósł Ci potrzebną wiedzę, cenne wskazówki, chwilę refleksji lub relaksu.

Możesz teraz:

  • Dodać komentarz Pozostawić komentarz  ze swoją opinią, włączyć się w dyskusję. Czytam wszystkie komentarze i odpowiadam na większość z nich. 
  • Udostępnić ten wpis. Jeśli uważasz, że warto było go przeczytać to podziel się nim z innymi! Aby to zrobić wystarczy, że klikniesz:
     
  • Śledzić mój FanPage aby otrzymać aktualne informacje na temat moich działań znajdziesz.
  • Obserwować mnie na Instagram gdzie dzielę się obrazami mojej codzienności w postaci zdjęć i krótkich filmików.

 

Możesz także polubić

  • Magdalena Jurczyk

    O, jak bardzo mi ten wpis pasuje! Mam 2 córy, obecnie prawie 5 i prawie 2 latka. Pracuję na pełen etat, z którego generalnie jestem zadowolona, ale chciałabym jednak w przyszłości robić coś dla siebie, w swojej firmie. Na macierzyńskim miałam duże parcie na rozwój, na własną firmę, na zarządzanie budżetem domowym oraz sobą w czasie. Bardzo mocno poszliśmy całą rodziną do przodu, szczególnie w aspekcie oszczędzania oraz planowania, ale ciągle było mi mało…I po prawie całym roku spinania się, planowania i kombinowania, kiedy znaleźć czas na własny rozwój i doszkalanie się, z ulgą odpuściłam… Zaczęłam bardziej doceniać popołudnia spędzone z dziewczynkami oraz wieczory spędzone z mężem, a także czas na własne hobby – tworzenie rodzinnych albumów i pamiątek. Bo gdyby mnie lub członków mojej rodziny jutro zabrakło, to zdecydowanie żal byłoby tych chwil, których dla siebie NIE poświęciliśmy. Na własną firmę przyjdzie jeszcze czas. Jak nie za rok, to za dwa :) Doceniajmy dzisiaj, a nie gońmy za jutrem!

    • Pięknie to napisałaś! U mnie to odpuszczenie i zatrzymanie się w dzisiaj dało mi tak wiele spokoju, że niewiele rzeczy jest mnie w stanie wyprowadzić z równowagi.
      A jednocześnie robię o wiele więcej niż gdy się jeszcze użerałam z samą sobą. Teraz jest wszystko to, czego nam potrzeba so życia, a nie ma takiego napięcia, że „jeszcze przecież” i „znowu muszę”.
      I herbatę sobie piję przez pół godziny wieczorami. Bo tak jest dobrze. I wystarczająco <3
      Pozdrowienia dla Was, dziewczyny :*

  • Ewelina, dziękuję Ci za ten wpis. Bardzo. Nie jestem matką, macierzyństwo na mojej życiowej drodze widzę jeszcze w bardzo bardzo odległej perspektywie, ale są rzeczy, które przestawiły moją codzienność do góry nogami już jakiś czas temu i konieczność odnalezienia się w nowej rzeczywistości była dla mnie trudna. Miałam ten moment tęsknoty za tym, na co dziś nie mam czasu ani siły, ale wiem, że w zasadzie nie ma za czym tęsknić. Moje dziś jest tak samo dobre, jak wczoraj, bo staram się je takim postrzegać. Jest po prostu inne.
    Przesyłam Ci wielkie uściski i całusy dla Emilki :)

    • Dziękuję za Twoje słowa! Cieszę się, że pojawiłam się z tym wpisem w takim dla Ciebie okresie i że okazał się on pomocny :)
      Najtrudniej jest na początku i pózniej w kilku momentach, kiedy właśnie to „kiedyś” do nas wraca. Wtedy jest pora na umówiienie się ze sobą, jak tą sytuacje traktujemy. Wspaniale, że Ty już się ze sobą rozmówiłaś! ;)

      Trzymam za Ciebie kciuki i ściskamy z Emilką :*

  • Małgorzata

    Cudowny wpis, właśnie jestem na etapie uświadamiania sobie tego o czym piszesz, i pomału odpuszczam. Nie wszystko na raz. Mam dwójkę maluchów i etat, oraz rozgrzebane plany na swoje, które wydawało mi się, że muszę zrealizować tu i teraz. Od jakiegoś czasu zwolniłam, choć nie rezygnuję z tego całkowicie. Zwyczajnie robię to jeszcze wolniej niż wcześniej szarpiąc się o każdą minutę. I czuję się coraz lepiej. Jeszcze tylko chcę wygospodarować czas na „nicnierobienie”, taki czas dla mnie. Ale powoli, tym razem wygospodaruję go bez napinki. Dziękuję i pozdrawiam.

    • Ten czas dla siebie jest bardzo ważny. I zauważyłam, że nawet jeśli to chociaż 15 minut relaksu to bardzo dużo ten kwadrans daje, szczególnie w wymagających okresach życia. Trzymam za Ciebie kciuki! :)

  • Kolejny z rzędu przepiękny i tak bardzo prawdziwy wpis :) Urzekasz mnie swoimi słowami :)

  • Czytając Twój tekst, tulę córeczkę w ramionach, a za oknem deszcz wystukuje jesienną piosenkę. To również kolejny dzień choroby mojej dziewczynki, za nami nieprzespana noc (już przestałam liczyć która), a córeczka wciąż domaga się karmienia. Czuję się zmęczona i sfrustrowana, ale wiem, że to jest właśnie ten czas. Odpowiedni, świadomy, nie zamieniłabym go na ten przed.
    Na wszystko jest odpowiedni czas i ja zdecydowałam, że to właśnie nasza wspólna droga będzie tą najpiękniejszą.
    Dziękuję Ci, Ewelina za ten wpis. Potrzebowałam go dziś.

    • Dokładnie tak jest. Wiem, jak bywa momentami ciężko. I zdaję sobie sprawę, ile siły potrzeba, by się nie złamać. Jednak zamiast nieustannego wewnętrznego walczenia ze sobą, lepiej daje chociażby takie postanowienie, jak Twoje. Że ta wspólna droga będzie najpiękniejszą – tego właśnie życzę!

      Cieszę się, że trafiłam z tekstem. Trzymam za Ciebie, za Was!, kciuki! :)

  • Czasami mam wrażenie, a jeszcze mój mąż je potęguje mówiąc „gdyby nie dzieci, mógłbym…”, że macierzyństwo mnie ograniczyło. Wcześniej założyłabym firmę, może poszła na studia, może się przeprowadziła. A potem patrzę na moje dwie gwiazdy i jest mi głupio. Bo kocham je, strasznie mocno i cieszę się, że są w moim życiu. Chociaż łatwo nie jest, w pewnych sytuacjach są ograniczeniem nie do przeskoczenia (zwłaszcza jak ma się aktywnie zawodowo i towarzysko babcię :)), a ich potrzeba uwagi i posiadania mamusi tylko dla siebie bywa upierdliwa. Ale próbuję brać z tego dnia, który jest mi dany maksimum. A to, co mi się nie podoba – zmieniać. Kto wie, czy dzieci po 30 nie byłyby lepszym rozwiązaniem, ale już za późno na gdybanie. Jest fajnie. Jest dobrze.
    Jest łatwiej, gorzej, lepiej, trudniej, ale do przodu. Przy wsparciu ze strony rodziny może uda mi się w 2018 r. otworzyć własną pracownię projektową. Marzę o tym o 4 lat, ale najpierw jedna była za mała, a potem urodziła się druga. I o, trzeba było poczekać. Więc czekałam. Akceptuję dzisiejszy stan rzeczy, ale nie muszę akceptować jutra. Dość marazmu i stania w miejscu. Czuję, że nowy rok, to będzie mój rok!

    • Mając dziecko po 30. żałuję, że tak późno ;) To tak zaczynając od środka :D
      Pamiętaj, że wiele rzeczy można robić z dzieckiem, angażując go w swoje sprawy. Pewnie nie sprawdzi się to z 3 miesięcznym bobasem, ale już od około roku można próbować wspólnie zdobywać świat!
      Myślę, że masz teraz bardzo fajny czas przed sobą – córeczki będą coraz starsze, a Ty masz jeszcze mnóstwo życia do przeżycia ;) :) i zrealizowania swoich planów!

      • No właśnie, bo jak to mówią, nigdy nie ma dobrego czasu na dziecko :D
        Moje mają 2 i 5 lat, więc dużo rzeczy robimy wspólnie, nieduża różnica wieku sprawia, że zaczynają bawić się razem, także nie jest źle. Po za tym, podglądam koleżanki z branży i widzę, że sporo z nich po 30. przeorganizowało swoje życie, zrobiło wymarzone studia, otwiera biznesy i w ciągu 2-3 lat intensywnej pracy osiąga sukces. Także, świecie! Uwaga, nadchodzę! :D

    • Małgorzata

      Wiek chyba nie ma znaczenia. Ja mając dwoje dzieci po 30tce dopiero kiedy się pojawiły zrozumiałam jak chciałabym przeorganizować swoje życie. W pierwszej kolejności dla nich, ale tak naprawdę i dla siebie. Zrozumiałam co dla mnie ważniejsze.

      • To prawda, pojawienie się dziecka wiele zmienia w życiu. Układają się pomysły na siebie i priorytety. I często też dopiero wtedy dochodzimy ostatecznie do tego, jak chcemy by nasze życie wyglądało!

  • Pingback: WEEKENDOWNIK #32 - działo się, oj działo!()

  • Ewelina, dziękuję. Jakoś tam dzisiaj tego typu słów potrzebowałam. Więcej nie będę pisać :) Wiele mi się dzieje w środku :)

  • Pingback: Tu i teraz 11/2017 | EwelinaMierzwinska.pl()