56 W kategorii  Lifestyle/ Parenting | Rozwojowa Mama

Czy ateiści mają prawo świętować w święta?

Temat wraca do mnie jak bumerang. W rozmowach rodziną, w rozmowach na grupach, w postach blogowych i w komentarzach pod tymi postami.

W minionych tygodniach na trzech z trzech grup rodzicielskich, do których należę, również pojawił się temat tego, co osoby niewierzące i niepraktykujące mają „zrobić ze świetami”. Dla mnie sprawa wydaje się oczywista jednak wiele osób czuło się w obliczu tego tematu dość zagubionym. Na szczęście należę do grup dość wyselekcjonowanych, w których dba się o poziom dyskusji i nie doszło w nich do żadnych konfliktów na tle świątecznym. Pojawiły się po prostu pytania i wątpliwości odnośnie tego, jak zareagują na taki na nie innych układ rodzina, znajomi, inne dzieci.

 

W tym samym czasie pojawił się komentarz w dyskusji pod postem Wikilistki na temat jej świątecznych rodzinnych tradycji. Jedna z osób komentujących napisała, że najbardziej szanuje te niewierzące osoby spośród jej grona znajomych, którzy w czasie świątecznych dni w żaden sposób nie świętują. I to mnie mocno uderzyło. Z dwóch powodów.

Po pierwsze – co z tą chrześcijańską miłością do bliźniego skoro cieszymy się, że inni będą pozbawieni możliwości fajnego, rodzinnego spędzenia czasu?

Po drugie – nie ma to jak zagarnąć sobie święta, a potem zabraniać innym do nich dostępu. (Bo chyba wiecie, że ten 24 grudnia, choinka, nakrycie na stole to tak nie do końca mają wiele z Jezusem wspólnego? Ale, o tym będzie za chwilę.)

 

Stwierdziłam, że warto przybliżyć temat. Bo nagromadziło się wokół tego zimowo świątecznego okresu sporo mitów, cała masa „trzeba”, a teraz dołącza do tego „nie wolno” i „nie wypada”.

Dzielę się więc zarówno faktami, jak i moją osobistą opinią i praktyką w tym temacie. Pewnie nie mogliście się już jej doczekać. ;)

Na wstępie dodam też, że absolutnie szanuję wszystkie obrządki, ceremoniały, duchowy wymiar oraz każdy związany z nim zakaz lub nakaz. Nie oceniam ich i nie neguję. To są Wasze wybory i Wasze decyzje.

Jeśli będę odnosić się do umiejscowienia kalendarzowego świąt lub do tradycji, które przejęła religia katolicka, to ze względów historycznych, informacyjnych i jako przedstawienie niezaprzeczalnych faktów. Nie robię tego po to, by obrazić czyjekolwiek wierzenia i ważne w wymiarze duchowym wydarzenia.

 

Świętować czy przeczekać?

Święta Bożego Narodzenia to jeden z bardziej skomercjalizowanych okresów w roku. Można na to narzekać i ubolewać nad tym, można wyciągnąć z tej komercjalizacji to, z czym nam jest po drodze. W końcu jesteśmy dorośli i, przypominam, nikt nas do niczego nie zmusza.

To właśnie argument komercjalizacji tego okresu pojawia się u przeciwników świętowania przez ateistów. Zarzucają oni osobom niewierzącym, że świętują wyłącznie ze względu na wizualną atrakcyjność tego okresu i chęć „zgarnięcia” prezentów.

I teraz powiedziecie mi, co jest złego w tym, że przygotuje się dom w klimatycznym nastroju ze światełkami, dekoracjami i zimowymi akcentami. Nie widziałam, aby ktokolwiek z osób niewierzących zawieszał sobie na choince czy wieszał na ścianach dodatki nawiązujące do religii. W czym więc tkwi problem?

„Osoby niewierzące powinny w okresie świątecznym nie robić niczego związanego ze świętami i po prostu ten okres przeczekać” – uwielbiam to zdanie. Jest tak pełne absurdów, że aż nie wiem, od czego zacząć.

Dlaczego ktokolwiek miałby decydować o tym, czy i w jaki sposób dana osoba będzie spędzała trzy dni pod koniec grudnia każdego roku? Wiem, że wiele osób niewierzących lub niepraktykujących kompletnie nie obchodzi w żaden sposób świąt i dobrze im z tym, wiem też że spora ilość osób świętuje bez religijnego tła. Żadna z tych grup nikomu nie robi krzywdy, a z jakiegoś powodu to ta nieświętująca grupa zyskuje uznanie. Dlaczego? Bo to tak fajnie zabrać komuś opcję fajnego, rodzinnego spędzenia czasu? ;)

Tego typu komentarze pokazują też, jaką dawką niewiedzy wykazują się krytykanci. Świętowanie, konkretnie właśnie 24 grudnia, miało miejsce o wiele wcześniej niż miało ono związek z religią katolicką.

I prawda, być może dla wielu smutna, jest taka, że najbardziej widoczne elementy świąt, to i tak te, które nie są związane stricte z tą religią, a zostały do niej jedynie włączone.

 

 

 

Popularne świąteczne tradycje

Najpopularniejsze elementy świątecznych dni pojawiające się w domach to choinka, wigilijna kolacja, prezenty na „Gwiazdkę” czy nakrycie przy wigilijnym stole dla nieznajomego przybysza. To ich właśnie „odmawia” się niewierzącym osobom.

Żadna z tych tradycji nie jest „wytworem” chrześcijaństwa.

 

Choinka wywodzi się z ludowych tradycji „wiecznie zielonego drzewka”. Co ciekawe, samo oświetlenie drzewka miało odgarniać złe duchy, podobnie jak wszelkie na drzewku ozdoby miały być przed tymi złymi duchami talizmanem.

Chrześcijaństwo z kolei fakt oświetlenia choinki wytłumaczyło jako Chrystusa oświecającego pogan. (Takie tylko trochę naciągane. Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać.) Oczywiście stało się to dopiero w momencie gdy kościół katolicki choinkę zaakceptował, bo przez długi okres czasu nie był ku temu zbyt chętny.

 

Bardzo piękny zwyczaj pozostawiania dodatkowego nakrycia dla „nieznajomego przybysza” wywodzi się z dodatkowego nakrycia, owszem, ale dla „przybysza z zaświatów”. Zgodnie z wierzeniami pogańskimi 24 grudnia można było zobaczyć duchy bliskich zmarłych.

 

Przejdźmy teraz do samej wigilijnej kolacji 24 grudnia. Wigilię uroczyście obchodzą głównie kraje słowiańskie. Wiąże się to z pozostałością po świętowaniu w starosłowiańskie „Szczodre Gody” (inna nazwa to „Święto Godowe”).

To, co wówczas świętowano to przesilenie zimowe, które wówczas miało miejsce właśnie 24 grudnia (na początku naszej ery 25 grudnia, obecnie jest to 21 grudnia). Moment, w którym dnia zaczyna wreszcie przybywać i określano to mianem „zwycięstwa światła nad ciemnością”. Był to wieczór niosącym ludziom wiarę, nadzieję. Wieczór, w czasie którego dzieci były obdarowywane upominkami (!).

Wybranie dnia 25 grudnia jako daty Bożego Narodzenia miało na celu wyparcie tradycyjnych wierzeń i wprowadzenie w miejsce Szczodrych Godów ceremoniału szykowania się i wyczekiwania na narodziny Chrystusa.

To również ze Szczodrych Godów wywodzi się tradycja sianka po obrusem czy nawet kolędowania, które pierwotnie traktowane były jako życzenia urodzaju i pomyślności.

 

Wcielenie zachowań, jakie znane były od pokoleń w wierzeniach ludowych, pogańskich, było chrześcijaństwu „potrzebne”. Dzięki temu łatwiej było przejść do świętowania narodzin Jezusa skoro zdecydowania większość obrządków wokół tego świętowania była taka sama, jak to co znane było i praktykowane od lat.

Nie można jednak uparcie twierdzić, że osoby niewierzące nie mogą ubierać choinki, jeść wigilijnej kolacji czy obdarować się prezentami, bo to tradycje i zachowania katolickie. To tradycje wcielone do religii chrześcijańskich w sposób, jaki miał ułatwić jej szerzenie się.

„Zabranianie” osobom niewierzącym, niepraktykującym religii katolickiej kontynuowania tych tradycji, wybierania z nich najistotniejszych dla każdego elementów czy też radosnego rodzinnego spędzania czasu, jest zwyczajną obłudą.

 

 

Co powiedzieć dziecku?

Święta Bożego Narodzenia są dla dzieci wyjątkowo atrakcyjne, nawet wtedy gdy nie mają jeszcze pojęcia o tym, czy świętują przyjście na świat Zbawiciela czy po prostu spędzają super czas z rodzicami i mają największą w roku labę.

Jak więc można dzieciom tą radość odebrać? Pozbawić ich ciasteczek, światełek, prezentów i wieczornej, uroczystej kolacji?!

A kto powiedział, że trzeba dzieciom cokolwiek odbierać?

Nie widzę powodu, aby dzieci osób niewierzących miały, podobnie jak same osoby niewierzące, nie świętować w świąteczne dni. Jedyne, co warto dodać do tego świętowania to stopniowe wdrażanie dziecka w to, co się dzieje dookoła niego. Warto opowiedzieć swoim dzieciom, czym jest ten świąteczny czas dla naszej konkretnie rodziny, a czym może być dla innych rodzin. Opowiedzieć skąd pochodzą dane zwyczaje i dlaczego coś się w naszym domu pojawia.

Warto wytłumaczyć, jak te dni odbierają inne osoby, być może z grona naszej najbliższej rodziny czy przyjaciół, podając przykłady ich zachowań np. chodzenie na pasterkę czy dzielenie się opłatkiem.

Dziecko powinno wiedzieć, że okres świąteczny to czas na pielęgnowanie więzi rodzinnych i tych z najbliższymi osobami. To czas na docenienie siebie nawzajem i czerpanie radości z małych – wielkich chwil, na uroczyste spotkania z celebracją wspólnych momentów.

Dziecko powinno też wiedzieć, że w tym samym czasie, w którym my „tylko” pielęgnujemy rodzinne więzi, czerpiemy frajdę ze wspólnego czasu i wypoczywamy po mijającym roku, inni obchodzą również ważne dla nich w aspekcie duchowym, chwile.

To, na ile wejdziecie w szczegóły zależy od wieku dziecka. Polecam też przemyśleć wdrożenie w rozwój dziecka edukacji w obszarze istniejących religii i wyznań. To z pewnością ułatwi rozmowy o wszelkich tradycjach.

 

 

 

Nie widzę powodu, dla którego osoby niewierzące miałyby nie spędzić wspólnie, w gronie najbliższych przyjemnego czasu w świąteczne dni.

Uważam, że celebrowanie bycia razem, czerpania radości z chwil odpoczynku, obdarowania się upominkami i cieszenia przyjemnym nastrojem jest „wystarczającym” powodem do tego, by świętować!

Myślę też, że w wielu domach przydałoby się więcej cieszenia się sobą, a mniej pogoni za wszystkim tym, co koniecznie trzeba przyszykować, zrobić, pojechać, zobaczyć.

 

 

Jak Wy traktujecie świąteczne dni? Czy „pozwalacie” sobie na świętowanie i wplecenie pewnych tradycji, mimo że nie mają dla Was te dni wymiaru religijnego? 

A może macie inny ode mnie pogląd i świętować powinni jedynie ci, dla których to święta związane z ich wyznaniem? 

 


Dziękuję, że poswieciłaś czas na przeczytanie tego wpisu. 

Mam nadzieję, że przyniósł Ci potrzebną wiedzę, cenne wskazówki, chwilę refleksji lub relaksu.

Możesz teraz:

  • Dodać komentarz Pozostawić komentarz  ze swoją opinią, włączyć się w dyskusję. Czytam wszystkie komentarze i odpowiadam na większość z nich. 
  • Udostępnić ten wpis. Jeśli uważasz, że warto było go przeczytać to podziel się nim z innymi! Aby to zrobić wystarczy, że klikniesz:
     
  • Śledzić mój FanPage aby otrzymać aktualne informacje na temat moich działań znajdziesz.
  • Obserwować mnie na Instagram gdzie dzielę się obrazami mojej codzienności w postaci zdjęć i krótkich filmików.

Możesz także polubić

  • Magdalena Surowiec

    Czy może Pani podać źródło tych informacji o zwyczajach świątecznych? Może wspomniałabym o tym też na mojej stronie :)

    Mi nigdy nie podobało się „świętowanie” przez ateistów, bo co tak właściwie świętują? Z jakiej okazji prezenty?
    Ozdabiają domy, bo robią to inni. Być może niedługo w Europie zachodniej ludzie zaczną przejmować z islamu to, co im się podoba.

    Wiem jednak, że wielu katolików chodzi do kościoła raz na rok, w niedzielę woli się wyspać, a na co dzień życie zgodnie z religią mają gdzieś. Nie chcę więc nikogo krytykować, każdy decyduje za siebie.

    • To informacje publiczne dostępne, najłatwiej znaleźć je chociażby na Wikipedii – warto wpisać hasła „choinka”, „wigilia”, „szczodre gody”. Istnieją też historyczne opracowaia na ten temat, bo nie jest to żadna skrywana tajemnica, a tylko większości nie chce się wnikać w to, co robi w święta i dlaczego.

      Co świętują ateiści? Radość z bycia razem z najbliższymi, rodziną. Czas, w którym mogą odpocząć po całym roku, celebrować chwile, spotkać się z rzadko widzianą rodziną. Co mają wspólnego prezenty z chrześcijaństwem, że tylko chrześcijanie mogą sobie wręczać podarunki? To prawdawny zwyczaj.

      Dekorowanie domu, tak jak wspomniałam w tekście, jeśli nie wiąże się z wykorzystywaniem akcentów religijnych, to co jest w nim złego i dlaczego tylko chrześcijanie mogą domy dekorować skoro to nie jest rdzennie chrześcijański zwyczaj?

      Wspomniałaś o przejęciu zwyczajów z islamu, ale w omawiamym przypadku to nie ateiści coś sobie biorą z wymyślonych przez chrześcijan świąt tylko to religia chrześcijańska włączyła do swoich praktyk obrządki prawdawne. Zresztą, z włączeniem choinki to też nie była taka prosta sprawa, bo kościół się długo choince sprzeciwiał.
      Czyli, to chrześcijaństwo i kościół katolicki przejęło z wierzeń pogańskich i starosłowiańskich to, „co im się podobało”. I co było im potrzebne do wprowadzenia religii katolickiej „pod strzechy”.

      • Magdalena Surowiec

        Jako praktykująca katoliczka staram się interesować religią i zdaję sobie sprawę z tego, że chrześcijaństwo czerpało z pogaństwa.

        Nie pisałam, że jest coś złego w dawaniu prezentów czy dekorowaniu domu. Myślę jednak, że jest coś złego w tym, że wielu katolików przed świętami myśli tylko o prezentach, a zapomniało już, po co są te święta.

  • Otóż to! Nic dodać nic ująć, od kilku lat tłumaczę niektórym, że święta nie wywodzą się stricte z religii katolickiej, ale tradycje te powstały dużo, dużo wcześniej, a potem jedynie zostały zaadoptowane tego, aby szerzyć wiarę chrześcijańską… Ale powiem szczerze, niewiele osób to rozumie :) Poza tym no właśnie, jakie mamy prawo do tego, aby mówić innym, jak mają spędzać czas. Obłuda, jak to napisałaś :) Dziękuję Ci za ten wpis.

    • A to wielka szkoda, bo te nasze starosłowiańskie tradycje są bardzo piękne i ich poznanie oraz zrozumienie wiele dobrego może przynieść w świętowaniu poszczególnych wydarzeń na przestrzeni roku. Dla mnie te tradycje i ich geneza są o wiele ciekawsze niż dopisana do istniejących obrządków ideologia chrześcijańska. Tak obiektywnie oceniając.

      Dziękuję! :)

      • Tomasz Pojawa

        „Starosłowiańskie” to spore nadużycie, bo Słowianie też czerpali pełnymi garściami z tradycji zastanej i z tych okolicznych. Poza tym nie ma prostego przełożenia z formacji kulturowych na dany obszar, czy okres w historii aż do momentu tworzenia się krajów na bazie narodowej, co nastąpiło w późnym średniowieczu, a ugruntowało się dopiero w XIX wieku. A jak to się odnosi do świąt? Np. „choinka” jako drzewko do świętowania do obyczaj celtycki, który rozwinął się w Galii (Francji) a do Polski akurat przywieźli ją niemieccy protestanci. No to czyja ona jest, ta choinka? :)

        • Słuszne uwagi. Mocno uprościłam genezę pewnych tradycji na potrzeby tekstu.
          Z tym, że choinka jako „wiecznie żywe drzewko” było obecne w tradycjach przez przywiezieniem jej z niemieckim terenów, więc też jej geneza i obecność do dnia dzisiejszego w tradycji świątecznej jest bardziej złożona.

  • Jane

    Oczywiście, że mogą. Ale absurdalnym jest kiedy nazywają swoje świętowanie świętami Bożego Narodzenia. Przymiotnik Bożego znaczy bardzo konkretną rzecz, siłę, w która ateista nie wierzy. Więc tym konsekwentnym nie można mieć nic do zarzucenia, a ci używający słów bez znajomości ich znaczenia powinni się douczyć. Jak zawsze edukacja jest kluczem. Pozdrawiam!

    • A którzy ateiści tak nazywają święta? Przyznam, że się nie spotkałam, sama też je stosuję katolickiej terminologii.
      Zgadzam się jednak, że mówienie o „Bożym Narodzeniu” może być pewnym nadużyciem u osób obchodzących święta bez religijnego powiązania.

    • Natalia Szcześniak

      A dlaczego to jest takie absurdalne? Religie chrześcijańskie przywłaszczyły tradycje nazywając je bożonarodzeniowymi, więc dlaczego ateiści mają nie używać tej nazwy skoro dotyczy ona głównie tych ludowych tradycji? Ja mam w kalendarzu napisane „Boże Narodzenie” więc tak to nazywam bez związku z jakimkolwiek bogiem, chociaż najczęściej mówię po prostu „święta”. Tak to juz jest w języku i kulturze, że słowa czasem odrywają się od pierwotnych znaczeń.

  • Skoro „Osoby niewierzące powinny w okresie świątecznym nie robić niczego związanego ze świętami i po prostu ten okres przeczekać” to ja jestem ciekawa, co osoby niewierzące „powinny” zrobić, gdy na przykład ich przyjaciele biorą ślub kościelny. Wziąć udział w ślubie czy stać pod kościołem i czekać, aż ceremonia się skończy?
    Zgadzam się z tym, co napisałaś w artykule. Nie wiem skąd takie przekonanie w ludziach, że wiedzą lepiej, jak powinni żyć inni. Zresztą w przypadku świąt kościelnych, religia w pewnym sensie mówi wierzącym, co „powinni” zrobić (powinni iść do kościoła, powinni się pomodlić itd.), za to niewierzący nie mają żadnej religii, która mówi im, co trzeba, a czego nie, więc decydują sami.
    U mnie w domu zawsze była choinka, kolacja wigilijna, prezenty, ale nie było kolęd, opłatka, pasterki (chyba dopiero w szkole dowiedziałam się, co to są kolędy). Była to po prostu okazja, żeby się spotkać z rodziną, tak jak okazją są czyjeś urodziny. I nigdy nie mówiło się, że to „święta Bożego Narodzenia”, tylko po prostu „Gwiazdka”, albo „święta”.

    • Tak, to bardzo ciekawe porównanie. Gdy przychodzi do obecności niewierzących osób na rożnego rodzaju ceremoniach to nikt nie oczekuje, aby te osoby się wyłamały.
      U mnie też często funkcjonowała „Gwiazdka”, ale najczęściej stosuję po prostu „święta”. I chyba nikomu tym się krzywdy nie wyrządza ;)

  • Myślę, że nikt nie ma prawa komuś zabraniać świętować. Przecież każdy wierzy po swojemu, jeden chodzi co niedzielę do kościoła, a potem grzeszy mocniej niż ateista, są tacy, którzy mocno wierzą w sercu, jednak nie chodzą do kościoła, i tak dalej. Moim zdaniem, najważniejsze jest to, co jest w sercu. Ci, którzy święta odbierają jako święto religijne mogą je świętować właśnie w sposób tradycyjny, jako Boże Narodzenie. Ateiści mogą po prostu dni wolne wykorzystać jako tradycyjne coroczne spotkanie z rodziną i po prostu piękną zimową tradycję.
    Dla mnie święta są pięknym zwyczajem i myślę, że fajnie jest, gdy nawet osoby niewierzące przynajmniej w jakiś sposób te dni obchodzą, bo tak przekażą to przez pokolenia i ludzie będą o tym pamiętac i po setkach albo tysiącach lat. :)

  • Moja rodzina jest bardzo wierząca, a święta kojarzą mi się właśnie tylko z „muszę” (posprzątać, ugotować, nakryć, ozdobić, kupić itp.) i stresującą atmosferą, żeby wszystko było perfekcyjne. Później wszyscy są tak zmęczeni, że już na świętowanie nie ma siły.
    Mi osobiście marzy się w święta spokój. Siedzenie przy choince, na spokojnie, bez pośpiechu, rozmowa. Może wspólny spacer, zabawa. Bez siedzenia przez 3 dni za stołem (nie znoszę tego szczerze), ale zwykłe spędzenie wspólnie miło czasu.
    Nigdy nie rozumiełam pretensji do osób niewierzących. Z resztą, jak w większości tematów, niech każdy interesuje się swoim nosem i swoim życiem, a nie innych. Bo dopóki nikt nikogo nie krzywdzi, to może sobie robić co chce, kiedy chce i jak chce. A to jest wyjatkowy okres w roku, który wszystkich powinien zbliżać.

    • Właśnie – zbliżać i zachęcać do przyjemnie spędzonego czasu!
      Wiesz, mnie coraz bardziej przekonuje temat wyjazdu z rodziną w świątecznym okresie. Wtedy zamiast siedzenia za stołem można zwiedzać nowe miejsce czy uprawiać sporty zimowe (jeszcze ciągle mi obce ;) ). Może to jest jakieś rozwiązanie :)

      • Od lat marzy mi się taki wyjazd, ale mąż lubi rodzinne siedzenie za stołem, więc staram się go przekonać do wyjazdu.

  • Wspaniały tekst. Pamiętam jak mój teść opowiadał, że podczas jego kilkumiesięcznego pobytu w stanach nastał czas świąt. Ponieważ pojechał do USA do pracy, to zatrudnieni tam byli ludzie z wielu krajów – również takich, które nie znały tradycji wigilii. Gdy zobaczyli całą oprawę tego wieczoru, to byli zachwyceni i zapytali, czy też mogą w nich uczestniczyć. I to jest moim zdaniem najpiękniejsze w świętach. Ludzie o różnych wyznaniach zasiedli przy jednym stole i wspólnie miło spędzali czas opowiadając sobie rodzinne tradycje. I dla mnie o to właśnie w świętach chodzi. O wspólne bycie, o spokój, rodzinną i przyjacielską atmosferę. A w tym roku jedyne co widzę dookoła to tylko stres, pośpiech i złość :(

  • Niezwykle mądry post! Wielkie brawa za postawę! ❤️ Cudownych Świąt, Ewelinko, dla całej Waszej rodzinki 😘❤️

  • Jedyną wierzącą osobą, z którą zasiadam do Wigilii, jest moja babcia. Dla reszty z nas święta są po prostu okazją do spędzenia miło czasu w rodzinnym gronie. Fajny wpis!

    • I to pięknie, że się w tym okresie wspólnie spotykacie w takim gronie :) Dziękuję!

  • Agnes

    Święta w moim domu przebiegają w religijnej atmosferze. Chodzimy do Kościola, wigilia u nas odbywa się według tradycyjnych zwyczajów czytanie Pisma św, modlitwa. Wspólnie śpiewamy kolędy, moj tato gra na gitarze przez co atmosfera jest genialna, oglądamy religijne filmy często komentujemy je między sobą „jak to mogło być w tamtych czasach” itp. Jest to czas dla rodziny i najbliższych. Od moich znajomych z zagranicy, którzy nie są wierzący dostaję czesto życzenia „wesołego xmass i miłego wypoczynku”. Słowo Christmas zostało zastąpione na Xmass na zachodzie. Nie lubię tego określenia. Ja z drugiej str.życze im zawsze milego wypoczynku i czasu z rodziną. Nie rozumiem dlaczego nagle na YT zawrzało od tego tematu. Skoro wiemy nie od dziś, że wiele ludzi w PL nie wierzy, nie praktykuje religii a nawet Ci którzy raz do roku „idą do Kosciola” nie są praktykującymi katolikami. Ja osobiście nie widzę nic w tym złego, aby osoby niewierzące kupowały choinke, prezenty itp, mogą nawet śpiewać ze mną koledy jeśli chcą ;)) Mam wrażenie, że bardziej chodzi tu o kłócenie ludzi i tworzenie jakichś podziałów między nami w okresie świąt. Pozdrawiam i wesołych świąt wszystkim!

    • Monika

      Zgadzam sie w 100%. Tez jestem katoliczka, ale nikomu nie odmawiam obchodzenia swiat ;) wręcz przeciwnie każdy powinien robic to co chce i na co ma ochotę. Szanuje osoby niewierzące, ale prosze tez aby nie kpić z naszych „katolickich” tradycji. Osobiście nie wyobrażam sobie swiat bez pasterki, ale jest tez wiele świeckich tradycji, które bardzo mi sie podobają. Najważniejsze to spędzić ten czas w gronie bliskich osób, czego wszystkim życzę !

    • A to na YT zawrzało od tematu świąt? Nic nie wiem w tym temacie, chętnie dowiem się więcej :)

  • Jak zwykle pięknie to napisałaś :) Ja akurat świętuję na maksa, zgodnie z moimi przekonaniami, ale nie uważam, ze to coś złego, że ktoś niewierzący ma w domu choinkę :)

  • Olga Stiefel-Brzezinska

    Świetnie napisałaś. Ja jestem niewierząca, moja rodzina również, ale nie przeszkadza nam to obchodzić świąt. Nie jesteśmy jednak hipokrytami, więc nie ma u nas czysto chrześcijańskich symboli. Na szczęście nikt nigdy ode mnie nie oczekiwał, żebym święta pomijała. Ja nikomu do świątecznego talerza nie zaglądam, więc innym też wiara od mojego ;) Dla mnie święta to wesoły fajny okres, w którym mogę zwolnić, pobyć z najbliższymi, zrelaksować się i odpocząć :)

  • Dokładnie! Dziękuję Ci za ten wpis i fakt że podkreśliłaś iż wiele świątecznych tradycji zostało „skradzionych” innym kulturą, tak więc jakim prawem zabraniamy świętować osobom niewierzącym…

  • Ania

    Ja jestem wierzącą i praktykującą katoliczką i Święta Bożego Narodzenia mają dla mnie głęboki wymiar duchowy, ale też wymiar rodzinny, kiedy mamy dla siebie więcej czasu, możemy się fajnie zintegrować, pograć, a wszystko w rytmie slow :) w świętowaniu przez osoby niewierzące nie widzę niczego złego i nie rozumiem tej całej nagonki. Uważam, że każdy człowiek ma wolność i do niego należy decyzja ;) jeśli ma być to czas przeznaczony dla rodziny, kiedy możemy wreszcie zaleźć dla siebie czas to dlaczego nie? ;)

  • Mnie też bardzo dziwiły zawsze komentarze, że niewierzący nie powinni obchodzić Bożego Narodzenia. Niby dlaczego? Ja jestem niewierząca, ale uważam, że to wcale nie znaczy, że nie mam prawa świętować. Dla mnie święta nie mają wymiaru duchowego, ale za to są doskonałą okazją do spędzenia z rodziną wieczoru inaczej, niż zazwyczaj – w cudownej, radosnej atmosferze, w pięknie udekorowanym domu, z odświętnymi ubraniami. Nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby mi tego zabraniać. :)

    • Takiego podejścia należy się trzymać i czerpać radość z chwil w najbliższym gronie! :)

  • Dziewczyna z agencji

    Świetny wpis! Święta niech nas łączą a nie dzielą!

  • Dziewczyna z agencji

    świetny wpis! święta powinny nas łączyć, a nie dzielić.

  • Absurd całej sytuacji polega na tym, że często osoby niewierzące (albo jedno z małżonków) są jedynymi niewierzącymi w całej rodzinie. Więc co? Mają odmawiać rodzinie po obu stronach przyjazdu na święta, spędzania z nimi rodzinnie czasu, odmawiania dzieciom prezentów i wigilijnych potraw? Może mamy jeszcze choinki nie kupować? Żyjmy po swojemu i dajmy żyć innym. Każdy według swoich wartości i przekonań.
    Wiara to jest coś bardzo indywidualnego, wręcz intymnego, więc nie powinna podlegać dyskusji publicznej (piję do komentarzy, o których wspominasz).
    Twój artykuł chętnie podrzucę tym, którzy mają odmienne zdanie.

    • Dokładnie, to prowadziłoby do absurdów! Cieszę się, że mój tekst będzie dla Ciebie przydatnym argumentem w rozmowie z innymi ;)

  • Dorota Kucaj

    W końcu głos rozsądku ❤ Święta to taki czas który zbiega się z zakończeniem roku, niezależnie od wiary jest to czas na przemyślenia, podsumowanie całego roku. Ze względu na porę roku i ilość wolnych dni w końcu jest czas na spędzenie kilku miłych chwil z rodziną. Hipokryzja jest dla mnie zachowanie wielu „prawdziwych chrześcijan” którzy bardzo ochoczo mówią na temat wiary i obrzędów świątecznych, przy czym dokładnie w tym samym czasie wybijają szpile tym, którzy robią to inaczej. Ja nie udaje, ze kogoś lubię, bo są święta i wypada podzielić się opłatkiem. Nienawidzę obłudy, sama wiara jest czymś bardzo osobistym a pokazowki w kościele niesamowicie mnie śmieszą, i te szepty po przekroczeniu drzwi wyjściowych. To jest jeden z glownych powodów odchodzenia młodych z kościoła. Usłyszałam kiedyś o zgrozo na cmentarzu tekst bardzo „wierzacej i praktykujacej pani” przy okazji wszystkich świętych „No tak, cały rok ich w kościele nie widziałam to po co teraz przyszli ten grób posprzątać” tak jak by wszystkie obrzędy musiały kręcić się wokół wiary, chociaż jak wiemy większość świąt kręci się i żeruje na pogańskich obrzedach. Ja nie zamierzam rezygnować z radości którą niesie mi tych kilka dni spędzonych z rodziną😊 Pozdrawiam i życzę wszystkim dużo radości, miłości, spokoju, zdrowia i wszystkiego czego pragniecie puki jeszcze można składać życzenia bez konsekwencji 😉

    • Dziękuję <3 :)

      Komentarz pani z cmentarza straszny, jakby pamięć o zmarłych miała cokolwiek wspólnego z kościołem. Przykre, że bardzo często to właśnie mocno wierzące i praktykujące osoby takiego komentowania się dopuszczają.

      • Bo to są „dowiarki” z przypadku albo z nudów :) Taka moja teoria na ten temat. Osoba prawdziwie wierząca będzie studiować Pismo Św. i praktykować świadomie jego zasady. A taka wiara dla wiary dla pokazania się, to ja porównuję do pobieżnego interesowania się światem fitness i uważania chodakowską (z całym szacunkiem) za „twórczynię” rynku fitness w Polsce.

  • Jako praktykująca katoliczka, nie widzę w tym nic dziwnego, że i ateiści zasiadają do świątecznej kolacji. Kiedy mój „wtedy-nie-mąż” był ateistą, również świętował, brał udział w wigilii, dzielił się opłatkiem i nikt w tym nic dziwnego nie widział, jak również normalne było to, że w pewnych obrzędach po prostu udziału nie brał. Co najwyżej było komu zostać z dzieckiem brata, gdy reszta poszła na pasterkę ;) a gdyby był ateistą nieotoczonym przez wierzących? Pewnie również zasiadłby do rodzinnej uroczystej kolacji i zjadł barszcz z uszkami, który chyba konotacji religijnych nie ma ;)
    Sama raczej szukam tych dekoracji i motywów, które są związane z religią – szopka, kartki świąteczne, nie w duchu „x-mas”.

  • Marta Zielinska

    Wow, jestem pod wrazeniem odwagi do dyskutowania tak ‚delikatnych’ tematow. Bardzo fajnie, brawo za te odwage Ewelina! U mnie w domu na przyklad ten swiateczny czas jest swietnym pretekstem do spotkania sie w gronie rodzinnym, zjedzenia wspolnie kolacji, obdarowania sie prezentami, ale traktujemy je bardziej jako polska tradycje niz religijne swieto. Trudno jest oddzielic zwyczaje zwiazane z religia i narodzeniem Chrystusa (pasterka, szopki, jaselka…) od swieckich tradycji. Wszystkie te zwyczaje, historia, legendy sie przenikaja. Ja traktuje je jako czesc polskiej tradycji, ktora chce pielegnowac mimo tego ze sama nie jestem osoba wierzaca.

  • Dagmara (Sztuka Codzienności)

    Ciekawy tekst. Sama jestem głęboko wierząca, choć nie zabraniam nikomu obchodzenia Bożego Narodzenia. Warto jednak pamiętać, że obecnie tak właśnie nazywają się te święta – Boże Narodzenie, a nie np. Szczodre Gody, nawet jeśli wiele z tradycji jest zapożyczone. Z resztą to normalne w procesie tworzenia się kultur. Nie rozumiem jednak ateistów, którzy przez te kilka dni chętnie zasiadają do świątecznego stołu, a przez resztę roku ostro i często niesprawiedliwie atakują ludzi wierzących, jako tych co wierzą w jakieś zabonony. Wymagają od nas miłosierdzia a u nich za grosz go.nie znajdziesz…

    • Nazywają się „Boże Narodzenie” dla osób wierzących, o tym też warto pamiętać :)
      Zapewniam Cię też, że we mnie są ogromne pokłady empatii, miłosierdzia i zrozumienia.

    • Jakoś znam wielu ateistów i nie spotkałam się z takim czymś. Raczej zachodzi tu relacja człowiek – człowiek niż wierzący – nie wierzący. Zachowanie to jedno, i tutaj nie ma nic wspólnego z tym, czy się wierzy, czy nie.

      • Dokładnie. Ludzie bywają źli i zawistni, a bywają dobrzy i szczerzy niezależnie od tego, czy i w co wierzą.

  • Znów temat w którym mamy podobne zdanie, Ewelina :)
    Nie byłam nawet świadoma, że ktoś może komukolwiek zabronić obchodzenia Świąt BN – co za absurd. Aż nie wiem, czy śmieszny, czy …jakiś inny. Wiele obrządków w katolicyzmie (to już wielce szeroki temat) jest zapożyczonych i są to pogańskie obrzędy. Religia a duchowość to dwie różne rzeczy i myślę, że niezrozumienie tego determinuje pewnie konflikty. Ja mega dużo lubię rozmawiać z osobami, które np studiują teologię, a sama uczęszczałam na nabożeństwa protestanckie. Mimo iż wywodzę się z katolickiej tradycji. Mam w rodzinie również Ateistów. I nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby komuś dyktować jak ma żyć. Każdy sobie spędza święta jak chce, niezależnie od tego czy wierzy w Boga czy nie.

    • I takiego podejścia właśnie nam potrzeba w codzienności i od święta ;) :)!