Sesje i konsultacje Coaching

7 dni do celów Zrealizuj swoje plany

Rozwój osobisty, Własna marka Kursy online

16 W kategorii  Lifestyle/ Parenting | Rozwojowa Mama

Jedno serce więcej

Pamiętam, gdy pierwszy raz poszłam na oddział neonatologii. Byłam świeżo po porodzie, świeżo po wypuszczeniu z intensywnej opieki, świeżo po podaniu leków mocniejszych niż te, jakie mogłam otrzymywać w czasie ciąży. Byłam świeżo co po zostaniu mamą. Półtora dnia czekałam na moment, w którym będziemy mogły się poznać na dłużej niż 30 sekundowe przytulenie buzi.

Stanęłam przed drzwiami, wydały mi się takie wielkie, jak małemu dziecku. Obok nich znajdował się regulamin oddziału, z dość ograniczonymi godzinami odwiedzin.

Zadzwoniliśmy do drzwi, ktoś nam otworzył i zobaczyłam korytarz. Długi z masą krzeseł, zdjęciami na ścianach, szafkami z różnymi nazwami sprzętów medycznych i z drzwiami do kolejnych pomieszczeń. Z kilkoma wystraszonymi mężczyznami i kobietami w szlafrokach. To pewnie rodzice.

Na końcu tego korytarza było większe pomieszczenie, jakby większa poczekalnia. Było ono zdecydowanie jaśniejsze, wyglądało jak jakieś światełko w tunelu. Po kilku dniach okazało się, że właśnie to jest cel naszej obecności tutaj, bo tam znajduje się ostatni pododdział neonatologii. Z niego wychodzi się już tylko do domu.

 

 

Mateusz pokazał mi szklane drzwi, przez które musimy wejść, otwarł je i w tym momencie usłyszałam, że musimy poczekać, bo trwa badanie. To pewnie dlatego tyle osób stoi na korytarzu. Przez szybę zobaczyłam wielki sprzęt, nowoczesny, zadbany, z masą przycisków. Na nim jedno, małe serduszko.

Pomyślałam, że pewnie dzieje się coś poważnego, że jakieś dziecko potrzebuje pomocy.

Po kilku chwilach sprzęt wyjechał. Ponownie zobaczyłam serduszko i pomyślałam sobie, jak to dobrze że mógł pomóc w diagnozie i zbadaniu jakiegoś dziecka. Podeszłam do miejsca, w którym leżała Emilia. Rozstawiona dookoła niej i innych dzieci aparatura również co krok dumnie pokazywała, skąd pochodzi.

Miałam może minutę, może dwie. Po czym usłyszałam słowa: „Państwo Mierzwińscy? Właśnie mieliśmy do Państwa dzwonić.” Zamarłam. Nikt nie chce, aby jakiekolwiek telefony były do niego z tego miejsca wykonywane. Bo telefony z oddziału neonatologii nigdy nie oznaczają niczego dobrego.

Okazało się, że ten oserduszkowany sprzęt badał nasze dziecko. To w zdiagnozowaniu Emilii pomógł. I nagle, w jednej chwili, staliśmy się już na zawsze częścią historii tworzonej przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

 

 

Nie było takiego dnia, aby na neonatologii nie był używany sprzęt „z serduszkiem”. Nie było takiego dnia, by alarmy w tym sprzęcie nie włączały się sprawiając, że każdemu z obecnych tam rodziców na ułamek sekundy stawało serce.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to więcej niż może nam się wydawać. Widzimy na ekranach telewizorów, komputerów, w gazetach, liczby i statystyki. Kolejne bite rekordy i wielką imprezę temu towarzyszącą. A za każdym jednym serduszkiem z logo WOŚP stoi życie i zdrowie tych, którzy jeszcze nawet nie wiedzą, o co walczą.

Tych, którzy zamiast poznawać świat w ramionach mamy poznają go zza szyby inkubatora. Tych, którzy zamiast słuchać pierwszych kołysanek w domowym zaciszu, słuchają całą dobę dźwięków aparatury monitorującej i wspierającej ich życie. „Bip, bip, bip”.

 

I my niby wszyscy to wiemy. Widzimy, słyszymy i czytamy historie dzieci, które żyją dzięki sprzętowi od WOŚP. Jednak nigdy nie będziemy wiedzieć tak naprawdę, jak bardzo liczy się każde jedno kupione serduszko dopóki nie spędzimy długich godzin na szpitalnym oddziale wpatrując się w sprzęt nim oznaczony.

To niby „tylko” jedno serce więcej. Co może zmieć to, czy wrzucisz w tym roku coś do puszki, czy też nie? Przecież tyle osób pomaga. A każde jedno serce robi wielką różnicę. Każda wrzucona chociażby złotówka to więcej niż mam nadzieję, będziecie mieli okazję się przekonać.

 

 

 

W tym roku mamy swoje przyklejane serduszko. Specjalne poszukiwania wolontariuszy dały nam tą wyjątkową pamiątkę, której sprzed roku nam brakuje.

Jednak od zeszłorocznego finału wspieramy WOŚP przede wszystkim przelewem z naszych kont. I tak szczerze, to głupio mi, że robimy te przelewy dopiero od minionego roku.

 


Dziękuję, że poswieciłaś czas na przeczytanie tego wpisu. 

Mam nadzieję, że przyniósł Ci potrzebną wiedzę, cenne wskazówki, chwilę refleksji lub relaksu.

Możesz teraz:

  • Dodać komentarz Pozostawić komentarz  ze swoją opinią, włączyć się w dyskusję. Czytam wszystkie komentarze i odpowiadam na większość z nich. 
  • Udostępnić ten wpis. Jeśli uważasz, że warto było go przeczytać to podziel się nim z innymi! Aby to zrobić wystarczy, że klikniesz:
     
  • Śledzić mój FanPage aby otrzymać aktualne informacje na temat moich działań znajdziesz.
  • Obserwować mnie na Instagram gdzie dzielę się obrazami mojej codzienności w postaci zdjęć i krótkich filmików.

Możesz także polubić