23 W kategorii  Kultura/ Rozwój Osobisty

O tym, jak serial „Girlboss” skrzywił obraz kobiety przedsiębiorcy.

Nie miewam teraz zbyt wiele czasu na beztroskie oglądanie seriali.

Opieka na 4 miesięczną córką sprawia, że moim pierwszy wyborem w przypadku pojawienia się chwili wolnego jest zajęcie się tematami przyziemnymi (ogarnięcie siebie, spraw związanych z dzieckiem lub domu ;)) bądź zawodowymi (blog, prowadzenie sesji i konsultacji, tworzenie materiałów, księgowość).

Mówiąc krótko – mam co robić.

Możecie więc wyobrazić sobie, jak bardzo zależało mi na tym konkretnym serialu skoro w długi weeekend obejrzałam go w całości.

To teraz wyobraźcie sobie, jak spotęgowane jest moje rozczarowanie tym, co zobaczyłam.

 

 

„Girlboss”, czyli kto?

Serial oparty jest na historii Sophii Amoruso, założycielki firmy Nasty Gal, która swoją drogą w tym roku zbankrutowała (firma, nie Sophia).

Sam serial, niezależnie od elementów które opiszę poniżej, jest wyjątkowo kiepsko napisany i zagrany.

Pierwszy odcinek kompletnie nie zachęca do oglądania kolejnych, no ale ja, jako okazyjna masochistka, przebrnęłam przez wszystkie by móc swoją opinię wyrazić w oparciu o całość.

W okolicach 7. odcinka coś zaczyna się zmieniać w nastawieniu bohaterki i sposobie pokazywania całej historii jednak to zdecydowanie za późno i ciągle trochę za mało.

 

Powielanie stereotypów

Praca na etacie to największe zło świata.

Szefowie to debile.

Żyć trzeba dla pasji i robić tylko to, co się kocha.

Takimi bajkami jesteśmy karmieni w „Girlboss”.

Najbardziej niebezpieczna jest ta ostatnia, bo powiela stereotyp kobiet zakładających i prowadzących biznesy dla mitycznej „pasji”, które nie zarabiają na siebie, nie mają planu dalszego rozwoju i nie prowadzą do niczego poza generowaniem kosztów.

 

Rozkapryszona dziewczynka

Sophia wiecznie ma o coś pretensje do świata, ludzi, ochrony ze sklepów z których kradnie (super przykład do naśladowania, faktycznie),  przyjaciółki, ojca (do którego niechęć nie jest niczym konkretnym wyjaśniona poza „on mnie nie rozumie” – super dojrzałe jak na 24 łatkę),  pracodawców, kupujących, etc. etc.

I to rozkapryszenie naprawdę męczy w odbiorze, bo nie włączyłam sobie „Jeziora marzeń”, a historię o budowaniu biznesu.

Odnoszę wrażenie, że w trakcie powstawania serialu produkcja doszła do wniosku, że najlepiej sprzeda się szalona, zbuntowana i niepokorna dziewczyna łapczywie zdobywająca szczyt.

I byłoby pięknie gdyby poza tą niepokornością pokazane było w naszej bohaterce cokolwiek innego.

Bez tego wyszła nam historia o niedorośniętej, dorosłej kobiecie, która uważa, że świat jest jej coś winny.

 

Pomóż mi, wybacz mi

Większa część każdego z odcinków serialu opiera się o jeden schemat:

 

  1. Sophia ma problem.
  2. Z jakiegoś powodu wszyscy znani jej ludzie pracują razem z nią nad rozwiązaniem tego problemu.
  3. Sophia ma do połowy z nich o coś (cokolwiek) pretensje i wychodzi/krzyczy/wygłasza pseudointelektualną przemowę.
  4. Sophia siedzi zadumana i intensywnie myśli, nad tym co się wydarzyło.
  5. Sophia dochodzi do jakiegoś wniosku (lepszego lub gorszego) i postanawia zrobić COŚ.
  6. Wszyscy sobie wybaczają i i wracają do swoich spraw (czyt. pomagania w budowaniu biznesu Sophii).

 

Jeśli, JEŚLI, tak wyglądała prawdziwa historia budowania biznesu Nasty Gal to jest to historia nie warta przekazywania dalej i w domyśle chwalenia takiej, a nie innej postawy.

Nikt nie ma obowiązku rozwijania naszego pomysłu na życie, a juz w szczególności gdy my same nie mamy najmniejszej ochoty na chociażby zainteresowanie się życiem innych.

 

O, naiwności

Ciężko oglądać sceny, w których „Girlboss” ma tak naiwne i łatwowierne podejście do świata, że niejedna kilkulatka byłaby nim zaskoczona.

Oczywiscie, rozumiem że mamy obserwować proces rodzenia się przedsiębiorcy jednak to, co jest nam pokazywane na ekranie to pochwała przypadkowych złych decyzji, które uchodzą Sophii na sucho i jeszcze jest ona za nie nagradzana.

Zdarzają się co prawda u głównej bohaterki przebłyski rozumu jednak przedstawione są w tak żenująco śmieszny sposób, że chyba już wolałbym żeby nie wpadała na te olśnienia.

Nie wspominając o tym, że 95% z nich powstaje w wyniku rozmów z mężczyznami nawet nie prowadzącymi własnych biznesów.

No ale przecież wiadomo – mężczyzna zawsze wie najlepiej. Jakikolwiek mężczyzna.

 

 

Podsumowując, nie jest to tytuł, z którego można wynieść inspirację, motywacje do działania czy czegoś się nauczyć.

I jasne, nikt nie powiedział że od tego są seriale. Jeśli więc szukacie po prostu jakiegoś serialu do obejrzenia sobie i zrelaksowania się to „Girlboss” nie jest pewnie najgorszym wyborem (ale są o wiele lepsze).

Jednak gdy promuje się dany tytuł odnosząc się do ukazania w nim historii przedsiębiorcy to oczekujemy jako widz trochę więcej niż kolejnej wypacykowanej i ugładzonej historii.

Bo jeśli już mamy oglądać silną babkę na ekranie, za jaką miała uchodzić w tym serialu główna bohaterka, to wystarczy sięgnąć po film „Joy”.

Znajdziemy tam i twardą postać i sporo przeszkód i wielki sukces, a unikniemy oglądania na przykład tego, jak naszą „silną” bohaterkę pouczają na każdym kroku przypadkowi mężczyźni.

 

Oglądałyście lub planujecie? Dajcie znać, jak wrażenia!

Podzielcie się też tytułami o historiach kobiecych biznesów, jakie polecacie obejrzeć!

 

 

 

Możesz także polubić

  • O, nie oglądałam, ale teraz już nie planuję :) Do tej pory jedynym serialem, w który się naprawdę wkręciłam, jest Gra o Tron! i czekam z niecierpliwością na następny sezon ;) A to dziwne, bo ja nie lubię ani klimatów fantasy, ani średniowiecznych, ani magicznych, ani brutalnych.. a w tym serialu wszystko to jest i mi się bardzo podoba :P

    • GoT jest jedyne w swoim rodzaju i też jakoś wcześniej nie lubiłam kostiumowych filmów/seriali ;) :D

  • Wielkie dzięki za świetną recenzję i mądry tekst. Miałam w planach ten serial, ale teraz już wiem, że nie obejrzę. Z ciekawych historii o kobietach sukcesu polecam też film „Hidden Figures”. A „Joy” rzeczywiście świetny, daje motywacyjnego kopniaka :)

  • Pierwszy raz słyszę o nim :)

    Ale w sumie nic dziwnego bo unikam seriali :)

  • Ja oglądałam „Girlboss,” i bardzo mi się podobał :-) pewnie dlatego, że nie spodziewałam się po nim, że dostanę instrukcję jak prowadzić biznes. Na pewno nie można odmówić bohaterce uporu w dążeniu do celu :-)

  • Difriperi.pl

    Ewelina jestem zszokowana Twoją opinią. Rzeczywiście może otworzyłaś mi oczy na niektóre niuanse. Patrzę na serial inaczej. Mam 24 lata i od 6-7 lat próbuję zwojować świat mody. Nie jestem w stanie obecnie postawić na niego w 100% ponieważ kończę studia. O serialu nie miałam pojęcia, znalazłam go przypadkiem i zaczęłam oglądać pracując. Nie wiem czy Netfix tak słabo go rozpropagował czy w Polsce nie mówiło się o nim za wiele. W każdym razie z perspektywy osoby, która żyje w tym świecie to tak wygląda. Od nowego roku moje życie zmieniło się diametralnie za sprawą mężczyzny ale do tego czasu byłam jak Sophia. Może nie 1:1 ale miałybyśmy o czym rozmawiać, a może nie bo byłybyśmy konkurencją. Finalnie w 3 dni wciągnęłam wszystkie odcinki, jak zaczarowana. Nie szukałam tam ani wątku miłosnego ani rozwiązania, jak poprowadzę biznes. Doczekałam się wielu emocji oraz pięknych ubrań i stylizacji. Ja czuję się zainspirowana! :)

    • Jeśli wyniosłaś z niego wartościowe dla Ciebie informacje, chęć do działania i inspirację to idealnie! :)

  • Słyszałam i o serialu, i o książce, na podstawie której powstał – wszystkie opinie miały podobny wydźwięk do Twojej, więc chyba go sobie odpuszczę :)

  • Jestem w trakcie oglądania. Właśnie wczoraj zaczęłam i jak dobrze pamiętam jestem na 5 odcinku. Powiem szczerze, że ja nie liczyłam, że ten serial faktycznie pokaże jakąś inspirującą, mądrą drogę biznesową. Tym bardziej, że wiedziałam, iż będzie to komedia. :)

    Ja oglądam sobie, ale bardziej dla relaksu i fajnych stylizacji. :) Nie poszukuję w nim rad odnoście do prowadzenia biznesu i chyba dobrze, bo faktycznie tam ze świecą ich szukać. :)

    • A to to jest komedia? Jakoś mi to chyba umknęło :D Jak na komedię to dodatkowo słaba komedia w takim razie ;)

  • Włączyłam z ciekawości jeden odcinek, ale nie poczułam się zachęcona do obejrzenia kolejnych. Nie przepadam za serialami, gdzie większość bohaterów irytuje mnie już na samym starcie. Ale może kiedyś damy sobie drugą szansę ;)

  • Magdalena Matuszny

    To już któraś opinia w podobnym tonie, jaką czytam na temat tego serialu. Miałam zamiar po niego sięgnąć, ale po tylu głosach spada na mojej liście „do obejrzenia” gdzieś na szary koniec. PS skąd taki świetny planer jak z pierwszego zdjęcia? ;)

  • Hehe, uśmiałam się czytając to :) Czyli dobrze, że nawet do tego serialu nie podeszłam ;) Czytałam książkę GrilBoss jak tylko wyszła i juz wtedy wydała mi się po prostu… zwykła. Szczerze mówiąc nie widzę w historii Sofii nic na tyle ciekawego, że mieliby o niej pisać książki lub kręcić seriale. Ot PRowe cudo nastawione na reklamę sklepu NastyGal. Z resztą nie do końca udaną, bo niedawno jej firma ogłosiła upadłość. Także ten… :) PS. Film Joy był super!

  • Agu

    Jeszcze nie oglądałam, ale w wolnej chwili pewnie zerknę. Książkę czytałam i była ok, ale nie znalazłam w niej nic odkrywczego. :-)

  • Czytałam książkę i słuchałam podcastów, no i Sophie nie była najbardziej rozgarniętą dziewczyną na świecie, ale sama to podkreślała. Ale mimo tego udowadnia, że jeśli masz pomysł na siebie i jesteś wytrwała to możesz osiągnąć sukces ( a potem zbankrutować ;) }

  • Takie schematyczne odcinki to totalna beznadzieja. Można przepowiadać co się zdarzy w kolejnym, być jak wróżka serialowa :) Ogólnie nie przepadam za serialami ostatnio, ale na pewno ten ominę szerokim łukiem ;)

  • Książkę wręcz pochłonęłam i po serialu spodziewałam się rzeczywiście czegoś lepszego. Trochę męczyłam się przy oglądaniu. Największym plusem jest dla mnie serialowy soundtrack. :)

  • Karolina Feliksiak

    No to ja mam film do polecenia w zamian: The Founder – o panu, który wypromował Mc Donald`s na cały świat, a przy okazji trochę jakby ukradł ten pomysł założycielom, ale nie do końca – prawdziwy biznes, mało skrupułów :)

  • Jestem świeżo po obejrzeniu serialu i bardzo mi się spodobał. Z tego co przeczytałam o Amoruso to serial dość wiernie odwzorowuje jej „niebanalne” podejście do biznesu na początku jej kariery. Sama jestem 24-latką i wokół siebie widzę sporo osób podobnego pokroju – każdy chce mieć własną firmę, a tak naprawdę nie wiedzą co ta firma miałaby oferować i czy się do tego nadają. Ale bezczelna pewność siebie i wygłaszanie sloganów „praca u kogoś mnie nie kręci” pcha ich w tym kierunku. Podobnie zachowuje się Sophia i zgodzę się, że jak na biznesmankę jest bardzo naiwna i wszystko udaje jej się fuksem, ale prędzej czy później realia ją dopadną. Tyle, że tego w serialu nie pokazano, choć ponoć są szanse na kolejne sezony. Swoją drogą Amoruso po kilkunastu latach sukcesów niedawno zbankrutowała.