30W kategorii Rozwój Osobisty

Jakie przesłanie porażka Hillary Clinton niesie kobietom?

Wbrew pozorom i pewnie temu, czego wiele z Was się po tytule tego tekstu spodziewa, to nie będzie tekst o równouprawnieniu, szklanym suficie, sile kobiet, i tak dalej i tak dalej.

Mnie wyjątkowo interesuje ta sytuacja z punktu widzenia nie związanego z polityką, a wiążącego się bezpośrednio z postacią kobiety dążącej do wyznaczonego celu.

W materiale nie odnoszę się kompletnie do tego, czy to dobrze, czy też źle, że wygrał Donald Trump, a przegrała Hillary Clinton, bo to nie jest blog ani też wpis polityczny.

Piszę jedynie o położeniu, w jakim znalazła się kobieta z punktu widzenia kobiety właśnie. I to takiej kobiety, której bardzo zależy na tym, aby nasza płeć rosła w siłę.

 

 

Odkładanie siebie na półkę

Bez większego wgłębiania się w biografię Hillary Clinton, która jest swoją drogą wartą poznania, jej historia zawodowa to opowieść o wielkich sukcesach i rezygnacji z odnoszenia kolejnych.

W początkach swojej kariery, podczas gdy Hillary była jeszcze panną Rodham, a następnie panią Rodham-Clinton i świeżo upieczoną prawniczką, wiele osób wieściło jej o wiele większą karierę niż Billowi i z podziwem obserwowało jej aktywność w sferze polityczno prawniczej.

Po tych sukcesach Hillary, w dużym uproszczeniu to przedstawiając, podjęła decyzję że wyjedzie z Waszyngtonu i będzie trwać przy boku Billa Clintona, który wówczas miał wchodzić w rolę gubernatora Arkansas.

 

Hillary odstawiła więc siebie na jakiś czas na boczny tor. Pewnie kierowało nią uczucie, chęć stworzenia rodziny, być może też już wtedy miała ułożoną strategię na wspólny rozwój Bill + Hilary.

I nie ma w tym nic złego. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mają prawo do tego, by dbać nie tylko o swój rozwój zawodowy, ale też i tej osobisto rodzinny!

Tyle tylko, że to był dopiero początek odkładania siebie na półkę w wydaniu Hillary Clinton.

 

Odrzucanie własnego „ja”

Dalsze kroki Hillary pojawiły się w momencie, gdy jej mąż poniósł pierwszą, większą polityczną porażkę. W dużym stopniu przypisywano ją właśnie Hillary.

Ta młoda kobieta z dość postępowymi poglądami, „nieułożonym” wówczas wyglądem i śmiałymi wypowiedziami nie spodobała się społeczności konserwatywnego stanu Arkansas.

To więc, co zrobiła Hillary to dostosowanie swojego oblicza do takiego, jakie będzie „odpowiednie” i „wystarczająco dobre” dla elektoratu. Zmieniła swój sposób wypowiedzi, ubierania się, czesania, dobierania dodatków.

Odrzuciła to, co było dla niej naturalne na rzecz tego, co miało przynieść korzyści polityczne jej mężowi, i w przyszłości również i jej. Zarówno bowiem ona sama, jak i bliskie jej osoby mówiły często i głośno o tym, że Hillary już w latach 90. podjęła decyzję, że będzie chciała w przyszłości sama ubiegać się o fotel Prezydenta.

Każda więc decyzja, krok i detal, dotyczący choćby jej wyglądu, miał zaważyć na jej przyszłości za kilkanaście/kilkadziesiąt lat.

 

W świecie polityki, ale też i show biznesu, często też i biznesu bez „show”, wizerunek jest bardzo istotny. Wiele razy zdarza się, że ktoś dopasowuje go do określonego schematu, który będzie „dobrze widziany” i w wielu przypadkach kończy się to dobrze dla osoby, która taką przemianę przechodzi.

Trudno mi jednak oprzeć się wrażeniu, że w przypadku przemiany Hillary mieliśmy do czynienia z wejściem przez nią w rolę, która niewiele miała wspólnego z jej faktycznymi przekonaniami i stylem bycia. Czego jednak nie robi się dla męża, prawda?

 

„Przymykanie oczu”

Myślę, że nie będzie przesadą gdy napiszę, że Hillary Clinton to jedna z bardziej, jeśli nie najbardziej, upokorzona publicznie kobieta przez swojego męża.

Skandale z Billem Clintonem w roli głównej, w których to Hillary stawała murem za swoim mężem ślepo wierząc i ufając jego zapewnieniom, były wydarzeniami, w obliczu których wiele kobiet zrezygnowałoby z dalszego trwania w takiej relacji.

To się nie stało w przypadku związku Clintonów i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jedynym do tego powodem było zaciśnięcie zębów przez Hillary tylko dlatego, że upatrywała ona w lepszym świetle swoją już dalszą karierę polityczną z jednak mężem - prezydentem przy boku niż bez niego.

 

W końcu poświęciła dla dobra swego męża i potencjalnych korzyści politycznych dla niej wynikających z tego związku, tak wiele że czymże mogłoby być jeszcze jedno, kolejne poświęcenie? Ciężko mi wyobrazić sobie kalkulacje, jakich w tamtym czasie dokonywała.

Pewne jest, że był to kolejny moment, w którym ponownie odstawiła siebie na bok i w myśl tego, co sama chciała docelowo osiągnąć, weszła w rolę, o której była przekonana, że będzie potencjalnie najlepsza. Według opinii publicznej, politycznych przeciwników, przyszłych wyborców.

 

Ostatnia w kolejce

Hillary Clinton całe swoje życie ułożyła pod przygotowanie się do roli Prezydenta. Każde z zajmowanych przez nią stanowisk, każda pełniona rola polityczna i wszystkie dni jej aktywności zawodowej miały doprowadzić ją do pełnienia najwyższego urzędu w Stanach Zjednoczonych.

Pod tą rolę ułożyła nawet swoją decyzję o pozostaniu w związku, który miał jej przynieść polityczne korzyści górujące nad tymi ranami osobistymi, które niewątpliwie wniósł w jej życie.

Ustawiła siebie i swoje aspiracje jako ostatnie w kolejce w myśl tego, że przyjdzie na nią w pewnym momencie czas. Musi jeszcze „tylko” trochę poczekać i trwać w roli, która miała być tą, jakie oczekuje od niej polityczny świat, a przede wszystkim, jaką dobrze odbierze elektorat wyborczy.

 

Hillary Clinton bez wątpienia zaszła nieprawdopodobnie daleko. Nie można jej tego odebrać i jej droga z pewnością była, jest i będzie inspiracją dla wielkiej rzeszy kobiet.

Nie zmienia to jednak faktu, że nie udało się jej osiągnąć tego, do czego dążyła przez całe swoje życie.

Rozumiem nawet dlaczego nie pojawiła się w noc wyborczą gdy już wiedziała, że nie spełni się to, w imię czego poświęciła całe swoje życie i czemu podporządkowała swoje decyzje, osobiste i zawodowe. Rozumiem jednocześnie nie potrafią wyobrazić sobie, jak ogromną gorycz musi teraz odczuwać.

To ogromna osobista porażka kobiety, której decyzje mające zapewnić jej ostateczny triumf doprowadziły ją do ślepego zaułka, w którym warto zadać sobie pytanie „czy było warto?”.

 

Jak to ma się do nas?

To, przed czym przestrzegam wszystkie kobiety, to uleganie pokusie trwania w mało komfortowym dla nas położeniu w imię potencjalnego wyższego dobra.

Jest to sposób myślenia nieobcy wielu kobietom, które trwają w relacjach, w których pojawia się zdrada, przemoc fizyczna, przemoc psychiczna. Wytłumaczeniem na pozostawanie w tych związkach jest często dobro dzieci, trudność poradzenia sobie samodzielnie z finansami czy też odbiór naszej decyzji przez rodzinę, bliskich, społeczeństwo.

Często w ramach usprawiedliwiania takiej decyzji słyszy się zdania ze słowami „przynajmniej” lub „ale za to”. Czyli ceną za zapewnienie dobrych warunków materialnych ma być zgoda na przykład na skoki w bok naszego partnera - „Zdradza mnie, ale przynajmniej zapewnia naszej rodzinie dobre warunki życia.”

Dobre warunki życia każda kobieta może zapewnić sobie sama, niezależnie od tego, jakie relacje ma ze swoim partnerem czy małżonkiem. Przekonanie, że nie odstawiło się siebie samej na boczny tor, również zapewniamy sobie samodzielnie - poprzez nasze czyny i życiowe wybory, nawet jeśli nie należą one do tych najprostszych.

 

 

 

Czy warto robić jest to, co „wypada”, wydaje się być opłacalne i zaciskać zęby w imię „wyższego dobra”?

Wiele kobiet to robi, każdego dnia i to z powodów o wiele bardziej błahych niż chęć zostania Prezydentem.

Bo „tak jest łatwiej”, bo „jak to będzie z finansami”, „jak to będzie z dziećmi, rodziną, znajomymi”.

I w obu tych sytuacjach, powtarzam się teraz zadając to samo pytanie - czy warto poświęcać siebie dla_______ (wpisz dowolne)?

 

 

Wsparcie w rozwoju?

Pobierz zestaw plakatów,
materiały biznesowo rozwojowe
oraz zeszyty ćwiczeń.

W ramach dołączenia do listy będziesz otrzymywać wiadomości ze strony EwelinaMierzwinska.pl Powered by ConvertKit

Możesz także polubić

  • Miałam podobne przemyślenia w ostatnim czasie, szczególnie, gdy czytałam artykuł o Hilary w Wysokich Obcasach Extra. Odkładanie ,,siebie” na półkę to zachowanie wielu kobiet, niestety. Tak samo jak przekonanie, by polegać na mężczyźnie, nie dbając o swój rozwój zawodowy, z czym niestety stykam się w swoim otoczeniu. Co, jak co nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak teraz czuje się Hilary…

    • Właśnie, właśnie - też widzę takie decyzje podejmowane w moim świecie przez „normalne” kobiety i jestem nimi zasmucona.
      A jak się może czuć? Jednym słowem - „devastaded” i nie jestem pewna czy nawet dramatyzm w tym amerykańskim określeniu jest w stanie do końca opisać jej obecne odczucia. :/

  • 4kajko

    Dostałam maila, i postanowiłam wpaść, by wyrazić swoje oburzenie. Może i masz rację z ‚odkładaniem siebie na półkę’ ale nawiązanie do męża i roli prezydenta, jest co najmniej nie trafione. Ponieważ nie wierzę, by kobieta która zaszła tak daleko mogła być tak głupia.
    Nie wierzę, by osoba która do władzy próbowała się dopchać poprzez media, hollywood (gwiazdy w większości popierały właśnie ją),i poniekąd ISIS (prawą ręka Hillary jest Huma Abedin która magicznie zaraz po przyjeździe do stanów dostaje tak wysokie stanowisko - a zarówno matka jak i ojciec dziewczyny działają w środowiskach terrorystycznych),o niczym nie wiedziała.
    Wszystko dla pozorów, ładnej gry, i imię „wyższego celu” - zniszczenia kultury zachodniej.

    • Ale nie rozumiem do czego się odnosisz jeśli chodzi o oburzenie. Na co jest Twoje oburzenie, na który element mojego tekstu, bo czuję się zdezorientowana mocno ;)

  • Świetne przemyślenia i trafione wnioski, jak zwykle Ewelina. Przy kilku akapitach aż westchnęłam, bo mimo iż realnie wydaje się, że „nie, wcale tego nie robię”, tak rzeczywistość potrafi być zgoła inna. Biorę to na klatę, bo muszę przemyśleć parę spraw w takim razie :)

    • Dzięki! :)
      To ciężkie wybory i decyzje - nie jest łatwo tak jednoznacznie określić czy zawsze na pewno działamy zgodnie z sobą czy tak sobie tylko wmawiamy. Czasem też trzeba wesprzeć drugą osobę i to też jest bardzo ok. Słowem klucz jest równowaga, przydają się też ustalone z samą sobą granice.

  • @nia

    Świetny tekst, który zmusza do przemyśleń.

  • A może jest jeszcze druga strona medalu… Jak piszesz, Hillary pragnęła kariery politycznej, wszystko co robiła miało rzutować w przyszłości na jej karierę właśnie. Chciała być prezydentem i prawie tego dokonała. Podziwiam ludzi zafiksowanych na swój cel, a jak jeszcze są zafiksowani aż tyle lat - mega! Więc nie jestem do końca pewna, czy to było „odkładanie siebie na półkę”. Myślę, że Amerykanie są trochę inni niż my, a świat polityczny rządzi się trochę innymi prawami…. Bo cóż innego mogła zrobić? Rzucić Billa i z nim konkurować? Nie wiem ,czy byłoby w tym amerykańskim politycznym świecie miejsce dla dwóch Clintonów. Może po prostu trzeba z opisanego przypadku wyciągnąć lekcję dla siebie - dążyć do swojego celu wytrwale, ale dobrze przemyśleć tego koszty. A „każda porażka jest szansą, żeby zacząć od nowa ale mądrzej”.

    • Dziękuję Ci za bardzo ciekawe stanowisko - liczyłam właśnie na takie dyskusje podczas pisania tego postu! :)
      Wybrała opcję, o której była przekonana, że jest dla niej najlepsza. No bo właśnie wyszła z założenia, że co innego może zrobić. Gdyby się rozstała z mężem na jej miejscu pojawiła by się inna kobieta, która czerpałaby korzyści z pozycji Billa Clintona, na która to pozycję pracowała sama Hillary.

      Sprawa nie jest czarno-biała i jednoznaczna i można w jej obszarze dyskutować na wiele różnych argumentów, dla mnie to jest bardzo ciekawe zagadnienie.
      Sam jednak motyw tego, że wybrała opcję „mniejszego zła” z wizją większych korzyści pozostania w związku jest nieobcy wielu kobietom, nawet tym które nie mają na potencjalnej szali wizji bycia jednym z najpotężniejszych polityków na świecie. Czyli wbrew pozorom dylemat w tej sytuacji każda kobieta będzie miała podobny, zmienią się jedynie motywacje i to jaki cel będzie tym uświęcającym środki.

  • Ania Kalemba

    Bardzo mądry tekst! Jak zwykle! ;)

  • Olga | Gray Moka

    Moim zdaniem ona nie zrezygnowała z siebie w imię wyższego dobra. Ona postawiła siebie na pierwszym miejscu i bardzo uparcie do niego dążyła. W końcu to było jej pragnienie i to ona zdecydowała, że woli być zdradzaną żoną i w przyszłości prezydentem niż odejść od Billa. Zupełnie nie potrafię popatrzeć na Hilary przez pryzmat Twojego wpisu :).
    To, że jej działania nie przyniosły rezultatu to jedno. Jednak myślę, że byłaby nieszczęśliwa, gdyby podejmowała inne decyzje, które nie pozwoliłyby jej wystartować w wyborach.

    • I w czasach gdy miała 25-35 lat też uważasz, że nie odłożyła swojej kariery na rzecz budowania pozycji męża? Ona mocno zmieniła swój wizerunek i sposób działania tylko po to, by dopasować się do „standardów”.
      Mogła wystartować w wyborach niezależnie od tego, czyją i czy żoną by była. To nawet mogłaby być jej przewaga gdyby została cała sytuacja w odpowiedni sposób przedstawiona. Istniało jednak ryzyko, że obróci się to przeciwko niej i zdecydowała o nie podejmowaniu tego ryzyka.
      Mnie jednak dziwiła jej decyzja na długo przed tym jak kandydowała na urząd prezydenta po raz pierwszy, to nie jest ocena z punktu widzenia jej przegranej.
      Żeby też nie było wątpliwości - uważam, że wykonała Hillary świetną robotę i stała się inspiracją dla wielu kobiet!

      • Olga | Gray Moka

        Jestem zdania, że jeśli jej było dobrze z tymi decyzjami, to nie się poświęciła w imię „wyższego dobra”. Nawet jeśli swoją karierę odłożyła i zaczęła później, ale jej to nie gniotło w momencie podejmowania decyzji, jeśli nie czuła się stłamszona i nie miała poczucia, że robi coś wbrew sobie, to wszystko jest ok i nadal nie mogę popatrzeć na nią jak na kobietę, która coś poświęciła i z czegoś zrezygnowała.
        Oczywiście, że w wyborach mogła wystartować tak czy inaczej. Widać skalkulowała sobie, że lepiej być żoną Billa ;).

        • Oczywiście, że to jej decyzje, jej wybory i każda kobieta, tak samo jak każdy mężczyzna, mają prawo decydować o sobie tak, jak jest im najwygodniej! Nie neguję tego absolutnie :)
          Nie wiemy, czy czuła się stłamszona, czy też nie i jakie miała wewnętrzne poczucie odnośnie swoich decyzji. W tym temacie za nikogo nie potrafię się wypowiedzieć, co ktoś czuł, a czego nie.
          Jedno jest pewne, bo sama o tym otwarcie mówiła, Bill ją zawiódł i zaskoczył przy okazji największego skandalu podczas pobytu w Białym Domu. Z jej słów na temat tamtego okresu zbyt wielkie przekonanie, że stało się dobrze nie płynie a wręcz przeciwnie.
          To jednak dalej nie zmienia faktu, że ma prawo decydować o sobie, tak jak jest jej najwygodniej.
          Kwestią, na którą zwracam uwagę, przy okazji jej historii, to bardzo ostrożne podejmowanie decyzji na temat tego, co się opłaca i kalkuluje a co niekoniecznie, nawet w imię realizacji naszych ambicji.

      • Femme Nikita

        Nie odłożyła kariery na rzecz budowania pozycji męża. Gdy on był prezydentem ona jako prawnik zarabiała 3 razy tyle co on. Te wybory to sprawa wielkiej polityki, różnych interesów, a nie jedynie „kobiet w polityce”. Warto podejść do tej kwestii mniej emocjonalnie czy feministycznie i rozważyć np. który kandydat i dlaczego pasował bardziej polityce zagranicznej Izraela. Bo o wyniku wyborów decydowały m.in. spekulacje służb. Stało się tak nie bez przyczyny.

        • Gdy Clinton już był prezydentem Hillary nie pracowała jako prawnik. Była aktywna zawodowo w momencie gdy obejmował on urząd jednak nie w trakcie. Później pracowała w czymś w rodzaju komisji kodyfikacyjnych nad projektami różnych ustaw, nie pracowała już jednak jako prawnik.
          Nie sprowadzam kwestii tych wyborów do kobiet w polityce ponieważ kompletnie ominęłam aspekt polityczny w tym wpisie, o czym uprzedziłam na samym początku ;)

  • Anna Popławska

    Musiałam podać dalej :) you made my day, thx

  • Sylwia Michałowska

    Niesamowicie ciekawy wpis. We współczesnym (choć w przeszłości chyba tym bardziej) świecie pozycja kobiety, ich rola, wizerunek, odbiór masowy poddawane są tak rygorystycznym kryteriom, jakim mężczyźni nie byli poddawani chyba nigdy. Nasze sukcesu są wynikiem ciężkiej pracy nawet przeszłych pokoleń, ale niestety, wciąż pokutuje w nas poczucie niemocy i słabości, dlatego pewnie, czasami brakuje nam umiejętności, dzięki którym mogłybyśmy skutecznie bronić się przed atakami.
    Pozdrawiam! Będę czytac regularnie.

    • Niestety dokładnie tak jest i to wbrew temu, co wiele osób mówi, czyli że w sprawie równouprawnienia kobiet nie ma już nic więcej do zrobienia. Niestety jest i nie można dawać sobie wmówić, że jest inaczej bo takie przymykanie oczu do niczego nie prowadzi.
      Wiem, że kobiety mają w sobie wystarczająco dużo siły, by zdziałać wszystko to, co sobie założą i wymarzą - potrzebują jednak wsparcia i to przede wszystkim od innych kobiet, zaczynając o babek, matek, sióstr.

      Dziękuję i zapraszam serdecznie! :)

  • Agata Suchorowska

    Podziwiam Hillary za to że tak upracie dążyła do swojego celu. Pokazała że kobieta może odnaleźć w sobie siłe i moc do walki o swoje marzenia. Jednak z drugiej strony nie mogę oprzeć się wrażeniu że to odłożenie siebie na później i poświęcenie dla męża niewiele różni się od tego co robi nadal wiele koboet decydując się pozostać w fatalnym związku np dla dobra dzieci. Te kobiety w większości też myślą że i na nie przyjdzie w końcu pora. Jak dzieci będą odchowane. Kobiety te uważają że tak będzie lepiej i Hillary chyba też tak uważała decydując się na oddanie pałeczki Billowi. Dla niej wtedy to było najlepsze rozwiązanie, aby mogła zawalczyć o siebie później. Smutne jest to, że pomimo równouprawnienia i wszelkich przywilejów o które tak walczyły kobiety, nadal dziewczynki są wychowywane w taki sposób, że rzadko kiedy potrafią zawalczyć o siebie, ze zbyt dużą łatwością pozalają odsunąć siebie na dalszy plan. Gdyby postawić Billa (czy innego mężczyzne) w podobnej sytuacji, czy powzoliłby sobie na takie poświęcenie jakiego dokonała Hillary? Nie sądze… Masz rację, że w kwestii równouprawnienia jest jeszcze wiele do zrobienia. I warto o to walczyć, dla naszych córek chociażby. Dziękuje za ten wpis skłaniający do myślenia :)

    • Właśnie mam podobne odczucia, jak Ty! A dziewczynki faktycznie ciągle są w większości przypadków wychowywane na grzeczne i pokorne zamiast przebojowe i pewne siebie - to już tylko my same i sami możemy zrobić mówiąc o tym głośno i samemu wychowując zarówno dziewczynki, jak i chłopców w przekonaniu, że nie liczy się płeć, a działanie, chęci, umiejętności! :)

  • Natalia Kida | Zielonym Okiem

    O ile nie pałam do Hillary sympatią (do Trumpa też nie, te wybory były pomiędzy złym a złym),to podobała mi się jej mowa po tym, jak przegrała. Bardzo stonowana, dojrzała wypowiedź z szacunkiem i dumą. Naprawdę potrafi pokazać klasę - nawet w przypadku wielkiej przegranej.

    Czy odłożyła siebie na półkę, to trudno powiedzieć, bo za mało o niej wiem. Ale to prawda, że wiele kobiet miewa taką tendencję. Trzeba sobie przypominać, że nie ma wyższego dobra niż my same, a szczęśliwy, spełniony człowiek przenosi swoją dobrą energię na innych.

    • Wiesz co, mam wątpliwości odnośnie tej klasy bo jednak kazała wszystkim bardzo długo czekać na swoje wystąpienie. To był absolutny ewenement by nie pożegnać swojego sztabu czekającego na nas całą noc :/

  • Rozumiem Twój punk widzenia i ideę, którą chciałaś przekazać. To jest naprawdę ważna życiowa kwestia - czy być sobą niezależnie od wszystkiego, czy też z różnych względów zagrać kogoś innego. Czy być sobą, czy poświęcić swoje życie dla dobra rodziny, dzieci, męża czy żony (tak są mężczyźni, którzy tak postępują). Ale na bohaterkę swojego wpisu wybrałaś postać bardzo nieszczególną (delikatnie rzecz ujmując). Po pierwsze sama biografia pani Clinton z rzeczywistością ma niewiele wspólnego, gdyż została napisana przez całe stado specjalistów od wizerunku politycznego oraz najlepszych w kraju ghostwriterów. Sama Hilary być może ją przekartkowała przed wydaniem. Wizerunek kobiety odkładającej siebie na później jest tylko wizerunkiem, który na danym etapie kariery politycznej najbardziej pasował.
    Czy naprawdę Hilary Clinton może być wzorem, pozytywnym wzorem do naśladowania dla kogokolwiek. Wolałbym, aby nie. Jest rasowym, klasycznym przykładem liberalnego świata politycznego, niesłychanie cynicznego i nie ceniącego żadnych wartości. Prącego do celu po trupach, nawet najbliższych. Nie cofającego się przed żadnym świństwem byle zyskać i utrzymać władzę oraz gromadzić coraz większe pieniądze. Tacy politycy, jak Clinton (niezależnie czy będą to kobiety, czy mężczyźni) otwierają świat demokracji zachodnich na różnych szaleńców, czy to seksisty i ksenofoba Trumpa, czy faszystów spod znaku Mari Le Pen we Francji. Wiem, piszę o polityce, ale przywołując postać osoby unurzanej w polityce, trudno odbiec od politycznych konsekwencji postaw takich osób, jaką jest Hilary Clinton.

    • Widoczna na zdjęciach okładka książki bardziej ze względów pasowania do tematyki została wybrana niż z powodu czerpania wyłączenie z niej wiedzy na temat Clinton.
      Nie chciałam kompletnie poruszać kwestii polityczny, bo to nie tego rodzaju blog, jednak dla mnie w tych wyborach pojawiało się mniejsze i większe zło. Żaden z kandydatów nie był faktycznie dobrym wyborem i postać samej Clinton również i we mnie wzbudza wiele wątpliwości.
      Jest ona jednak prezentowana jako liderka młodych kobiet i w związku z tym chciałam tym właśnie młodym kobietom pokazać sprawę od nieco innej strony. Dla mnie bowiem decyzje Hillary Clinton to wyrachowane kalkulowanie, a nie pełna niezależności i siły postawa kobiety, którą warto naśladować. W dużym więc stopniu podzielam Twoje zdanie!

  • Az prawie zrobilo mi sie zal Hilary, ale przeciez bylo nie bylo zaszla tak daleko, nie zawsze grajac czysto (co w polityce prawdopodobnie i tak nie jest mozliwe). To mimo wszystko wedlug mnie nie jest osoba, ktorej nalezy wspolczuc. A akurat to, ze Bill ma taki temperament jaki ma i rzuca sie na wszystko, co sie rusza, to wcale nie oznacza, ze on i Hilary na pewnych plaszczyznach nie tworza zgranego zwiazku. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Jasne, że tak - osiągnęła wiele i świadoma była gdy podejmowała określone decyzje. Dla mnie w tej historii najważniejsze jest przesłanie, jakie mogą wynieść z tego kobiety i część uzna że jednak warto tak odkładać siebie byleby osiągnąć później jakieś korzyści a inne postawią na siebie nawet przy potencjalnych stratach w ich pozycji.